Dzisiaj kolejny z tematów - rozkminiaczy. Jakiś czas temu zadała mi to pytanie moja bliska znajoma (trzymkaj się, Ania :*) i stwierdziłam, że może ciekawe będzie o tym napisać ;)
Według mnie, odpowiedź brzmi: nie. Wydaje mi się, że każde mocne, zapadające w pamięć zdarzenie w naszym życiu zostawia w nas jakiś ślad i jakoś nas kształtuje. Mam tu na myśli zarówno te pozytywne, jak i negatywne momenty.
Na przykład: jeśli osiągnęłam jakiś sukces, coś nad czym długo pracowałam udało się i opłaciło, to podbuduje to moją wiarę w siebie i ugruntuję się w przekonaniu, że ciężka praca popłaca.
Z drugiej strony jednak, myślę, że te negatywne wydarzenia uczą nas skuteczniej. Bo kiedy w życiu jest dobrze, kiedy wszystko się udaje, to często nie doceniamy swojego szczęścia. Ale kiedy je stracimy... wtedy kolejny jego przebłysk zauważymy ze zdwojoną mocą. Upadki bolą, a ludzie wolą unikać bólu (zazwyczaj), dlatego chcą unikać kolejnych.
Ja w ubiegłym roku dość silnie doświadczyłam oddziaływania negatywnych wydarzeń na człowieka, a nauki, które z nich wyciągnęłam bardzo dużo mi dały i już zdążyłam z nich skorzystać.A co Wy myślicie na ten temat? Odzywajcie się w komentarzach, bo bardzo interesuje mnie, co tam sobie myślicie na te różne "życiowe" tematy ;)
PS: Foteczki pochodzą z mojego pobytu w Bergen, w Norwegii.
