Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

Wrocław, wrzesień 2016 :)

Dzień doberek! 

Dzisiaj mam dla Was wspominkową notkę oraz pełen słońca i ciekawych miejsc filmik. We wrześniu wybrałam się z moimi przyjaciółkami (love Asia, love Kasia <3) na parę dni do Wrocławia. Byłyśmy tam co prawda na wycieczce szkolnej, ale wtedy cały czas była brzydka pogoda i nie zdążyłyśmy wszystkiego zwiedzić. Więc wróciłyśmy! :D


Przez te kilka dni we Wrocławiu było GORĄCO, więc przedpołudnia spędzałyśmy raczej w muzeach. Pierwszego dnia wybrałyśmy się do Hydropolis. Jest to stała wystawa edukacyjna dotycząca wody - od jej znaczenia we wszechświecie, przez stworzenia oceaniczne, legendy o potworach, przez jej funkcje w życiu człowieka na statkach kończąc. Jest to miejsce, które odczarowuje stereotyp nudnego, smutnego muzeum. Część eksponatów jest interaktywna, a przez połowę zwiedzania, przenosimy się w świat głębi oceanicznej. *.*

Paskudnik żyjący pod wodą, rzeźba i porównanie współczesnego kontenerowca i Santa Marii
Potem udałyśmy się do Pierogarni na Rynku (klik) na przeeepyyyszneee pierogi z pieca <3. Serdecznie polecam to miejsce - pierogi i desery rządzą. Wieczorem chciałyśmy się wybrać na pokaz multimedialny do Wrocławskiej Fontanny obok Hali Stulecia, ale wcześniej przespacerowałyśmy się po Rynku. To, co dzieje się tam wieczorami jest niesamowite - tańczący z ogniem, piosenkarze, muzycy, chłopak grający na garnkach jak na perkusji, żonglerze itd. itd. Małe co nie co zobaczycie na filmiku ;)

No i na zdjęcie załapał się
 już tylko deser :P

Drugiego dnia przed południem udałyśmy się do Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Tam też było ciekawie! Na wystawach są niepowtarzalne eksponaty z zakresu różnych nauk - literatury, medycyny, nauk przyrodniczych, astronomii itd. Myślę, że warto odwiedzić to miejsce. W tym budynku jest także Oratorium Marianum - pięknie zdobiona sala muzyczna z zachwycającym sufitem. 

Wystawa w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego

Zdobienia w Oratorium Marianum
Następnie spacerkiem przemieściłyśmy się na Ostrów Tumski i poszłyśmy do Ogrodu Botanicznego. Na poprzedniej wycieczce do Wrocławia byłyśmy w Ogrodzie Japońskim i stwierdziłyśmy, że jest zdecydowanie bardziej efektowny i te 5 zł za wejściówkę mogłyśmy lepiej spożytkować, np. wchodząc na wieżę widokową w niedalekiej okolicy... Ale! Byłyśmy, zobaczyłyśmy, raczej nie wrócimy ;)

Po prawej jest rzeźba pod tytułem "Anioł". Więcej ujęć z Ogrodu Botanicznego w filmiku :)

Ostatniego dnia z rana pognałyśmy do Muzeum Miejskiego w Ratuszu, ale nie byłyśmy zachwycone. Szkoda, że muzeum w najważniejszym punkcie turystycznym miasta jest tak słabe. Nie umywa się do Muzeum Ossolińskich (byłyśmy tam z klasą), czy Muzeum Uniwersytetu... Ale mają fajne lustro do selfies! :D


Wtedy poszłyśmy do księgarni!!! Na Rynku, zaraz obok Instytutu Grotowskiego (moja dusza WoTowca się jara) jest Księgarnia Tajne Komplety. Właściwie to nie tylko księgarnia, ale też czytelnia i kawiarnia (można kupić kawę, herbatę albo jakiś zimny napój). Są tam różne ciekawe, nietypowe, niespotykane nigdzie indziej książki, a także dużo pozycji po angielsku i w różnych innych językach. Polecam :)

Wiecie, że Wrocław jest miastem krasnoludków? Na każdym rogu jakiś siedzi, leży albo stoi :D

Wtedy przyszedł czas na Panoramę Racławicką. Byłam tam w gimnazjum i wtedy nie zrobiła na mnie wrażenia, ale teraz rozumiem mojego znajomego (pozdrowienia, Jasiek :*), który mówi, że za każdym razem widzi tam coś nowego. Można by się gapić, gapić, gapić i podziwiać całymi godzinami. Obowiązkowy punkt!


Jednym z ostatnich punktów podczas naszego pobytu we Wrocławiu był spacer wokół Pergoli obok Hali Stulecia, a także wizyta w ZOO i Afrykanarium *.* Ostatnie miejsce zrobiło na mnie duże wrażenie - ogromne akwaria z egzotycznymi rybami, hipopotamy, ptaszki i mnóstwo innych zwierzątek. 


Ostatnim etapem podróży był oczywiście powrót do domu. Pociągiem. Ale nie byle jakim! Asieńka w dzień powrotu (jechałyśmy w nocy) szła do pracy, więc postanowiłyśmy się szarpnąć i wybrałyśmy przedział sypialny. WOW! Nie wiedziałam, że w naszym kraju jeżdżą takie pociągi! W przedziale były trzy łóżka, na każdym białe prześcieradło, kołderka i poduszka powleczone w poszewki. Do tego ręczniczki i mydełka dla każdej z nas. W rogu umywalka (!), nad nią szafeczka, a w środku trzy butelki wody i trzy muffinki. Oprócz tego wieszak na każdą kurtkę, półeczki i indywidualne lampki nad każdym łóżkiem. Do Gdyni dotarłyśmy świeże i wypoczęte :))


Dajcie koniecznie znać, jak podoba Wam się filmik! :)
Udanego weekendu! Ja wybieram się jutro na ściankę wspinaczkową z harcerzami z mojej drużyny, więc zapowiada się ciekawie. Tym bardziej, że tym razem mam zamiar się powspinać :P



wtorek, 14 lipca 2015

Praga *.*

Dzień doberek.!

W tym roku razem z klasą wybraliśmy się na wycieczkę do Pragi. Minęło już trochę czasu, bo byliśmy tam w kwietniu, ale tyle ciekawych rzeczy się działo do napisania na blogu, że dopiero teraz podzielę się z Wami zdjęciami i ciekawymi miejscami. Z tego względu notka będzie miała charakter luźnych myśli i wspomnień związanych z Pragą, a nie dokładnej relacji z wycieczki ;).

 
Zeszłoroczny Kraków zaowocował wielką miłością do miasta i nie tylko; Praga również skradła moje serce (oczywiście nie w tym stopniu, co Kraków, ale jednak) <3. Czechy nie zostały tak bardzo zniszczone podczas II wojny światowej, dlatego zachowało się tam wiele, wiele zapierających dech w piersiach zabytków. Atutem Pragi jest fakt, że w jednym miejscu (okolice rynku) zgromadzone jest mnóstwo miejsc godnych odwiedzenia.

Pomnik Wacława naprzeciwko Muzeum Narodowego oraz nawiązująca do niego rzeźba "Koń" czeskiego artysty Davida Černego znajdująca się w pałacu Lucerna

Ratusz Staromiejski z Kościołem Marii Panny oraz Kościół św. Mikołaja
(nazwany przez nas Hogwartem)

 
David Černy, o którym wspomniałam przy ostatnim zdjęciu jest artystą tworzącym niezmiernie interesujące i przykuwające uwagę rzeźby, które często wzbudzają kontrowersje w całych Czechach. Jest jednak artystą poważanym, gdyż jego prace ustawiane są w najczęściej odwiedzanych zakątkach Pragi.
Będąc tam przez trzy dni, kilkukrotnie podziwialiśmy intrygujące rzeźby stworzone przez Černego. Bardzo mi się to spodobało, bo jest to dowodem na to, że Praga wciąż żyje. Budynki pobudowane kilkaset lat temu sąsiadują z nowoczesnymi, kontrowersyjnymi rzeźbami. Cudnie *.*


Podobizna Franza Kafki autorstwa Davida Černego. Co ciekawe, każdy z segmentów jest oddzielny i głowa się obraca (klik). Podobno sam Autor ma dostęp do komputera sterującego rzeźbą i gdyby chciał, mógłby decydować o jej ruchach.
 
Fontanna przedstawiająca dwóch mężczyzn oddających mocz na... mapę Czech. Słyszałam, że kiedyś można było wysłać SMS-a, a panowie wysikiwali podany tekst ;P
 
Jeśli już mowa o sztuce, to nie mogę nie wspomnieć o przewspaniałej, przefantastycznej, super-mega-ekstra-świetnej wystawie "Słowiańska Epopeja" Alfonsa Muchy. Kto kojarzy Muchę z jego grafik przedstawiających piękne kobiety, będzie pod wrażeniem, a kto go w ogóle nie kojarzy będzie pod jeszcze większym wrażeniem. Poniżej przedstawiam kolaż kilku zdjęć obrazów, które niestety nie oddają tej gry kolorami, głębią, nasyceniem i planami. Obrazy były zachwycające, a czasem także przerażające. Przy niektórych musiałam aż przysiąść. Były absolutnie fenomenalne. Obejrzenie 20 obrazów zajęło nam prawie dwie godziny. To mówi samo za siebie.


Tak jak już mówiłam, w Pradze, historia przeplata się ze współczesnością. Zachwyca nas architektura z XVIII wieku, obrazy Muchy, rzeźby Černego, ale nie tylko. Na moście Karola możemy spotkać wiele zespołów grających piękną muzykę. My natknęłyśmy się na dwóch chłopaków grających około-Passengerowe melodie na gitarach oraz.... KWARTET SMYCZKOWY (klik) grający covery popularnych piosenek. AWWWW *.*


Też miałam taki (klik) filmik ze Skrzypkiem Podrywaczem, ale niestety przepadł bezpowrotnie :(((

W Pradze ogromne znaczenie odgrywa architektura. Stare, średniowieczne kościoły i katedry niedalekim sąsiedztwie nowszych, XX-wiecznych pasaży handlowych. Jest na co popatrzeć :).

 
Była synagoga w dzielnicy żydowskiej Pragi, w której obecnie znajduje się restauracja
 
Witraż przedsiębiorstwa Tesla w jednym z pasaży handlowych, którymi mieliśmy okazję spacerować

Z moich obliczeń wynika, że to Zamek Praski wraz z Katedrą św. Wita, ale mogę się mylić ;P
 
W kościołach, które odwiedzaliśmy były przepiękne witraże. Część z nich wykonał sam Alfons Mucha. Oglądałam je dzień po odwiedzinach w Galerii i byłam już w stanie dostrzec, co jest "typowe" dla Muchy :D.


Jak się przez cały dzień zwiedza, trzeba coś, gdzieś zjeść. Ja polecam restaurację Lokál na ulicy Dlouhej (Długiej). Mają świetny wystrój, pyszne, narodowe żarełko i PRZEEMIŁĄĄ obsługę (prawda, Kasia.? :*).

Zdjęcie po lewej pochodzi z  lokálowej.... toalety :D
Pierwszego dnia wieczorem, zaraz po zakwaterowaniu na kempingu i ogarnięciu się, pojechaliśmy na przedmieścia na pokaz fontann. Światło, muzyka (do wyboru repertuar od Abby do Metallica'i) i woda. Kiedy byłam w Pradze w trzeciej gimnazjum też byliśmy na tym pokazie :).

 
W tym miejscu chciałabym nadmienić, że po całej Pradze-bardzo sprawnie- poruszaliśmy się metrem. Organizatorka całej wycieczki, Karolina, wszystko dokładnie obcykała i szło nam świetnie przez cały wyjazd... aż do ostatniego dnia. Po zakupach w galerii, spakowani, z walizkami w rękach pędziliśmy już na PolskiegoBusa (którym jechaliśmy w obie strony) i złapali nas kontrolerzy. Bez najmniejszej spiny oddaliśmy bilety i paszporty do sprawdzenia i nagle okazało się, że mamy (!uwaga!) 3 korony za tanie bilety. Ten jeden raz zostały kupione tańsze bilety i nas złapali. Pomińmy fakt, że kontrolerzy byli chamscy, uprzedzeni, agresywni i nie umieli sklecić porządnego zdania po angielsku... Musieliśmy zapłacić kilka tysięcy koron mandatu....

Przerażające, złowieszcze, długaśne ruchome schody na jednej ze stacji praskiego metra, na których musiałam siedzieć, bo tak mi się kręciło w głowie na stojąco >.<
 
Kolejna dzielnica Pragi- Hradczany. Rozciąga się stamtąd piękny widok. Można tam zwiedzić między innymi Zamek Praski i Katedrę.




Przód, wnętrze, drzwi, zdobienia zewnętrzne oraz rzygacze Katedry św. Wita
Złota Uliczka, na której oprócz drogich sklepów z pamiątkami i kosmetykami domowej roboty, naprawdę nie ma nic ciekawego. Kiedyś podobno była darmowa. Teraz trzeba kupić bilet. Oczywiście, cieszę się, ze tam byłam, ale drugi raz nie wydawałabym kasy na wstęp ;).

 

Na koniec pokażę Wam resztę ciekawych zdjęć z Pragi, które też są tego warte :P

Zmiana wart na Zamku
 
Metronom (klik)
 
Budynek, w którym kręcono film "Amadeusz" o Mozarcie
 
Magiczna uliczka gdzieś na Hradczanach ;)
Na koniec chciałabym polecić Wam świetnego przewodnika. Młody chłopak, mieszkający od kilku lat w Pradze. Pokazuje najważniejsze miejsca, zahaczając o zakątki ciekawe, ale rzadko uczęszczane. Nas przeprowadzał krwiobiegiem Pragi, czyli pasażami, zamiast spacerować utartymi szlakami. Bardzo ciekawie opowiada i jest otwarty na wszelki pytania.
 





sobota, 24 stycznia 2015

Kraków - 08.11.14 *.*

Dzień doberek.!

Relacje z poprzednich dni mojej wspaniałej wycieczki do Krakowa można znaleźć tutaj (5 i 6-klik; 7-klik). Dzisiaj zapraszam na przedostatni dzień mojego pobytu w, jak dla mnie, najwspanialszym miejscu na Ziemi <3.
 
Stary Rynek w Krakowie <3.
 
Jak już wspominałam, lub nie, 7.11 przeniosłyśmy się na noc bliżej Starego Miasta, a dokładniej- niedaleko Wawelu. 8., w sobotę mama miała już wolne i buszowałyśmy po mieście we dwie. Najpierw wybrałyśmy się na Wawel. Byłam tam już trzy razy, ale weszłyśmy jeszcze raz, ponieważ kaplica zapiera dech w piersiach i jest dużym, ciekawym kawałkiem historii naszego kraju. Odwiedziłyśmy także Muzeum Katedralne, którego wcześniej nie zwiedzałam, a warto. Mają tam naprawdę bardzo ciekawe eksponaty (resztki koron, bogato zdobione stuły, kielichy itd.). Niestety nie mam z Wawelu żadnych zdjęć, bo, kiedy tam byłyśmy była dość brzydka pogoda i mój telefon nie radził sobie z robieniem dobrych zdjęć, a w części miejsc i tak nie można było ich robić (dlatego wrzucam inne zdjęcia z tego dnia) ;).
 

Brama Floriańska
Krótka anegdotka. Kto mnie lepiej zna, dobrze wie, że bardzo dużo piję w ciągu dnia- przynajmniej 1,5 litra. A z czym się wiąże takie częste picie.? No wiadomo. A więc przy okazji poszukiwania toaletki zainteresowałyśmy takim pomieszczeniem, gdzie też było wejście na wystawę, też były eksponaty, ale prawie w ogóle nie było ludzi. Mama weszła i spytała, czy tutaj też można coś obejrzeć. Pani powiedziała, że owszem, że normalnie za opłatą, ale jest miesiąc darmowego wstępu, tylko trzeba odebrać wcześniej wejściówki, ale niestety na dzisiaj się już skończyły, więc zaprasza nas w poniedziałek. W tym momencie poleciał standardowy tekst mojej kochanej mamy "Ale my jesteśmy aż znad morza i w poniedziałek już będziemy w domu...". Nie wiedziałam, że w mieście, w którym podczas jednego spaceru słyszy się kilkanaście różnych języków takie stwierdzenie coś da, ale... "Ah tak.? To proszę wejść.! Eksponaty zaczynają się w sali po prawej" WOW :D. Tym sposobem zwiedziłyśmy naprawdę niepowtarzalne miejsce i zobaczyłyśmy unikalne eksponaty. Byłyśmy w podziemiach starego zamku, ale nie tam, gdzie leży Para Prezydencka, czy Józef Piłsudski, ale w takich jakby ruinach, gdzie były tylko pozostałości z wczesnego średniowiecza. Widziałyśmy także odbudowane piece kaflowe, zdobione schody, wejścia, a także bardzo, bardzo stare przedmioty codziennego użytku. Naprawdę warto odwiedzić to miejsce- wejście jest właśnie niedaleko toalet ;P.
 
Kościół Mariacki nocą
Następnym punktem programu był Cmentarz Rakowicki, jednak stamtąd nie mam zdjęć- jedynie jeden straszny filmik z okolic nie wiem, jak Wy, ale gdybym prowadziła zakład pogrzebowy, to chyba nie zrobiłabym takiej... wystawy (?) xD

<tutaj powinien być filmik z obracającą się witryną z różnymi trumnami, ale niestety jest cały niebieski i słabo cokolwiek widać>
 
Gdzieś po drodze udałyśmy się na obiad, a potem na Stary Rynek. Nigdy jeszcze nie zwiedzałam Kościoła Mariackiego. Dzień lub dwa dni wcześniej weszłam do niego na chwilę, żeby się pomodlić, ale nie zrobiłam żadnych zdjęć, ani nic takiego (między innymi dlatego, że części dla zwiedzających i dla modlących się są oddzielone). Kupiłyśmy więc bilety i pozwolenie na fotografowanie. Oczywiście mój telefon BAARDZOO długo łapał ostrość, ale jakoś dał sobie radę i mam stamtąd kilka zdjęć. Wnętrze świątyni na pewno robi duże wrażenie, tym bardziej, że parę dni wcześniej, w Domu Jana Matejki widziałam szkice wielu ze zdobień, które teraz widziałam na żywo.
 
Wnętrze kościoła Mariackiego
 Wieczorem miałyśmy w planach długo wyczekiwane przeze mnie wydarzenie, a mianowicie spektakl w Loch Camelot. To kabaret (ich strona internetowa- klik; ich fanpage na Facebooku- klik) znajdujący się w Zaułku Niewiernego Tomasza, w średniowiecznej piwnicy pod klimatyczną kawiarenką, w której serwują bardzo dobrą herbatę. Pierwszy raz odwiedziłam to miejsce w czerwcu na wycieczce szkolnej. Nasza wychowawczyni, artystka z krwi i kości zabrała nas tam, jako do bardzo klimatycznego miejsca, do którego chce się wracać- oj chce.! :) Humor przedstawień bardzo przypadł mi do gustu, a poziom, na którym są ich teksty i muzyka nie pozwalają mi oglądać od tamtej pory popularnych kabaretów w telewizji. Muzyka grana na żywo, prześmieszne teksty, piękne głosy, wspaniali aktorzy (niektórzy nawet bardziej od pozostałych- wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi ;D). Grają tylko w piątki, soboty i niedziele, więc miałam do wyboru tylko spektakle z piątku i soboty. W repertuarze było "Chodu i hop" (zwiastun z Youtube- klik1; klik2... btw- jak to dobrze, że ktoś wynalazł Youtube i mogę się na chwilę przenieść w tamto miejsce), na którym już byłam i na nie też się zdecydowałam, gdyż byłam pewna, że będziemy się wspaniale bawić.
 
 
Po spektaklu miałam okazję rozmawiać z dwoma aktorkami z Camelotu, które okazały się wspaniałymi babeczkami- bardzo otwartymi i pogodnymi. Rozmawiałyśmy ponad 15 minut (o tym, skąd jesteśmy, że uwielbiam Kraków, że bardzo nam się podobał spektakl, że chciałabym zostać aktorką i studiować właśnie w Krakowie-panie powiedziały, ze mam dobrą dykcję *.*- i o kilku innych sprawach). Jak DOBRZE pójdzie, to może uda się ich ściągnąć do naszej Filharmonii w Wejherowie... Oby <3.
 
Następny wpis będzie prawdopodobnie dotyczył mojego magicznego motywacyjnego słoiczka- zapraszam.!
PS: Do subskrypcji mailowej też zapraszam (jak to zrobić.?-> klik;)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kraków 07.11.14 *.*

Dzień doberek.!

Dzisiaj kolejny post na temat mojego ukochanego Krakowa <3. (poprzedni tutaj: klik).

Następnego dnia również miałam dużo czasu dla siebie, więc wybrałam się do ZOO. Będąc jeszcze w domu zaplanowałam wycieczkę w to miejsce, ponieważ było dość blisko od naszego "świetnego" noclegu. Okazało się, że niestety do ZOO nie prowadziła żadna droga, a dzielił mnie od niego las, więc musiałam zjechać autobusem numer 409 do centrum i z centrum następnym autobusem do ZOO. Przy czym w przypadku linii 409 autobus to dużo powiedziane- to był raczej busik, wielkości tych jeżdżących po Zakopanym ;P.


W ZOO ostatni raz byłam jak miałam jakieś 8 lat, razem z moją gromadą zuchową, dlatego tym razem byłam podekscytowana jak małe dziecko. Weszłam do środka zaraz po otwarciu, więc przez większość czasu chodziłam pomiędzy zwierzątkami całkiem sama. Przynajmniej mogłam się z każdym przywitać i porozmawiać (rozmowa ograniczała się zazwyczaj do: "No Elo, ale jesteś śmieszny/fajny/straszny/śliczny. Ej, ej nie odwracaj się- robię zdjęcie. No wiesz co.?") i nikt nie patrzał się na mnie jak na gupka :D. Widziałam żyrafy, zebry, mnóstwo śmiesznych ptaków i małpek, tygrysy, pantery (które były najbardziej przerażające), a także lwy, słonie i wiele innych. Najbardziej podobało mi się w zaciemnionej części ZOO (wchodzi się do pomieszczenia i obserwuje po cichu zwierzęta nocne za szybką). Co prawda większość zwierząt spała i nie byłoby w nich nic nadzwyczajnego, gdyby jedna małpka się nie obudziła (nic nie mówiłam, nie robiłam zdjęć ani nie pukałam w szybkę - sama się obudziła.!) i na POPATSYŁA *.* (<-- i ta minka najlepiej odzwierciedla wygląd tej małpki). Otworzyła jedno oczko, potem drugie, zamrugała i z powrotem wtuliła się w swojego towarzysza (to było konkretnie to zwierzątko: klik). Niestety w ciemnej części ZOO było ciemno (niesamowite.!) i nie udało się zrobić żadnego zdjęcia tych uroczych stworzonek.



Był też oddzielny budynek na gady i płazy oraz ryby. Znaleźć tam można przerażającego węża Boa, pająki, żółwie, piranie i... ŚWIAT NEMO.! *.*


  Obok klatki z lemurami stała taka tabliczka. Na zdjęciu tego dobrze nie widać, ale jest tam napisane: "Lemurem z krakowskiego ZOO opiekują się człowieki od FRUGO" (powinien być jeszcze podpis: Potwierdzam- Król Julian :D). Nie wiem na czym ta ich opieka polega, ale podoba mi się- daję okejkę :D.

Po zwiedzeniu całego ZOO wróciłam do naszego miejsca noclegowego, porwałam mamę i przeprowadziłyśmy się bliżej centrum. Po drugiej stronie mostu miałyśmy Wawel, więc właściwie kilka przystanków tramwajem i byłyśmy już w pobliżu centrum Starego Rynku. Następnym punktem programu był Teatr Bagatela. Przed wyjazdem szukałam czegoś ciekawego w ofercie krakowskich teatrów. Brałam pod uwagę Teatr Stary, Ludowy, Słowackiego i Bagatelę. Wybrałam ten ostatni, ponieważ stwierdziłam, że nie będziemy miały głowy na oglądanie czegoś głębokiego i ciężkiego, a Bagatela proponowała "Wieczór kawalerski", który jako film można by zakwalifikować jako komedię romantyczną. Krótki opis, zdjęcia, obsadę oraz zwiastun są tutaj (klik). Serdecznie polecam- można się uśmiać do łez. A samą Bagatelę zapamiętałam dobrze z mojego czerwcowego wyjazdu- przechodziliśmy koło tego teatru codziennie, gdyż niedaleko mieliśmy wtedy nocleg.


Jestem taki Mądry Zdzisek, że formą mojego pamiętnika z Krakowa były SMSy wysyłane do rodziny i znajomych zapisane w notatniku. Po powrocie z restauracji, do której udałyśmy się z mamą na kolację po spektaklu, napisałam (bodajże do taty): "Kraków jest piękny, ale poznawanie go od rana do wieczora jest niesamowicie męczące. Kładziemy się więc spać z kurami, żeby nabrać sił na kolejny dzień. Jutro Wawel, cmentarz Rakowicki, muzeum w podziemiach Sukiennic i Loch Camelot". A więc to pojawi się w następnej notce o Krakowie. Zapraszam :).

Na koniec wrzucam jeszcze fotkę spod mojej przyszłej szkoły (oby :D), obok której przechodziłam, co prawda, dnia poprzedniego, ale w tamtej notce było już tyle zdjęć, że przeniosłam je tutaj ;P.

Następnym postem będzie parę słów na temat styczniowego SHAPE'a :). Zapraszam.!

wtorek, 30 grudnia 2014

Kraków- 5 i 6.11.14 *.*

Dzień doberek.!

Mam nadzieję, że macie trochę czasu, bo ta notka będzie wyjątkowo dłuugaa ;). Udanego Sylwestra :*.

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, to: NIEZMIERNIE jaram się Krakowem <3. Pierwszy raz byłam tak kilka lat temu, ale wtedy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Może dlatego, że byłam tam wtedy tylko jeden dzień i do tego była paskudna pogoda... Drugi raz byłam w czerwcu tego roku na wycieczce klasowej i zakochałam się. TEN klimat, CI ludzie, TO miasto... ahh *.* Bardzo chciałabym studiować właśnie na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, chciałabym tam zamieszkać i już zostać. Zdecydowanie.!

No i jakby ktoś nie wiedział, to byłam w Krakowie trzeci raz, jakieś dwa miesiące temu, na początku listopada. Moja mama miała tam co nieco do załatwienia i jak tylko się dowiedziałam, że jest szansa wyrwać się DO KRAKOWA (!!!) na kilka dni to namawiałam ją na wszystkie możliwe sposoby, żeby mnie wzięła i... udało się :D. Spędziłam tam wspaniałe chwile (znowu <3.) i teraz, kiedy piszę notkę, przeżywam wszystko na nowo :).
 
Wyjeżdżałyśmy około szóstej z Gdyni Głównej, potem jechałyśmy do Olsztyna (po co.!?), do Warszawy i już prosto do Krakowa. Do stolicy byłyśmy same w przedziale, więc było wspaniale (no... może poza "ogrzewaniem", które za Olsztynem zaczęło dmuchać zimnym powietrzem i już się nie naprawiło). Dodatkowo trafiłyśmy na nowy pociąg, więc jechało się cichutko, bez żadnych wstrząsów, nawet toalety były bardzo przyzwoite. Miałam ambitne plany żeby w jedną stronę przeczytać "Pana Tadeusza", a w drugą "Quo Vadis", ale skończyło się na tym, że.... pół drogi spałam :D.
 
Dojechałyśmy po 14 (?) godzinach dość zmęczone, a musiałyśmy jeszcze dojechać kawałek na nocleg. Rodzaj pracy, który mama miała wykonywać zmuszał nas do spania, przez pierwsze dwie noce, nie oszukujmy się- na odludziu. Każdy na pewno z Wawelu oglądał Kopiec Kościuszki. My miałyśmy nocleg jeszcze spory kawałek za Kopcem (-.-).
 
Piątego wieczorem, kiedy zlądowałyśmy wreszcie w Krakowie jedynym miejscem, do którego się udałyśmy był pobliski sklep. Potem herbata, jakieś przekąski, prysznic i do spania. Rano mama zaczynała już pracować, a ja podbijać Kraków. Najpierw musiałam pozałatwiać parę spraw- odebrać bilety w teatrze Bagatela oraz wysłać pocztówki, żeby jak najszybciej dotarły. Co ciekawe pocztówka do mojej przyjaciółki do Walii dotarła do niej zanim ja wyjechałam z Krakowa (O.o). Z biletami do Bagateli, jeszcze przed wyjazdem było sporo zamieszania, bo planując całą wycieczkę, zmęczona, zarezerwowałam bilety na zły dzień, ale na szczęście wszystko udało się odkręcić.
 
 
Następnym punktem programu miało być Muzeum Teatru Starego. Wszystko zaplanowałam dnia poprzedniego- sprawdziłam ulice, pozaznaczałam je na mapce, sprawdziłam ceny biletów, godziny otwarcia itd. Na temat tego muzeum nie mogłam znaleźć nic oprócz adresu, ale poszłam. Okazało się, że jest w remoncie i nie mogę go zwiedzić. Trudno. Popatrzałam na zdjęcia aktorów, porobiłam fotki budynków naokoło i pomaszerowałam dalej.
 
Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na ulicy Garbarskiej
 
W drugiej kolejności była Galeria Sztuki XIX-wiecznej w Sukiennicach. Kiedy byłam w Krakowie w czerwcu kolega z klasy namawiał nas, żeby tam pójść, ale w rezultacie nie zawitałyśmy z koleżankami do tego miejsca. I teraz niech żałują. No bo ja już byłam (Asia, Kasia- pójdziemy ;) ). Bilety do wszystkich muzeów są w niewysokich cenach (6-9 zł), a naprawdę warto. Dech zapierają na pewno ogromne (większe od autobusu) dzieła jak "Hołd Pruski" Jana Matejki, czy "Szał" Władysława Podkowińskiego, które są też bardzo znane i to niesamowite wrażenie zobaczyć je w pełnej okazałości, na żywo. Jeśli chodzi o przekaz, to najbardziej spodobał mi się obraz Jacka Malczewskiego "Natchnienie Malarza" (po prawej)- mocny... Natomiast pod względem techniki wykonania obraz Aleksandra Gierymskiego "Wieczór nad Sekwaną" (po lewej)- z daleka wygląda całkiem inaczej, niż z bliska. Ktoś się mnie ostatnio pytał, czy można było robić tam zdjęcia. No chyba tak- w każdym razie panie z ochrony nic mi nie powiedziały, a przez dłuższy czas byłam sama xD.
 
You are the Chosen One.
Udałam się także do Domu Jana Matejki, który mój nauczyciel od historii określił ostatnio najnudniejszym muzeum w Krakowie. No nie wiem, nie powiedziałabym. Trzy piętra, w których po śmierci artysty czas się zatrzymał. Cały wystrój, meble, ozdoby- takie same. Dodatkowo palety, których Matejko używał podczas tworzenia poszczególnych dzieł i, co najbardziej wywarło na mnie wrażenie, szkice różnych przedmiotów, które miały później pojawić się na obrazach. Na przykład studium ubrania któregoś z królów do matejkowego Pocztu Królów Polskich. Wszystko namalowane z dbałością o najmniejszy szczegół, a to tylko próba. Mi to muzeum się podobało.
 
Wieczorem udałyśmy się z mamą na czekoladowe foundee. Szczerze mówiąc szału nie było, bo dostałyśmy zwykłą rozpuszczoną czekoladę (znam dobrze ten smak, bo często robię śliwki w czekoladzie- zwykłej, w tabliczkach) w ceramicznej miseczce (na zdjęciu), a do tego owoce, które nie był truskawkami <tupa nogami>.! Na obrazku na grouponie były truskawki i fontanna z czekolady.! Ale herbata była pierwsza klasa :).
 
Posty o Krakowie nie pojawią się w jednej serii, bo to byłoby nudne. Porozbijam je jakimiś innymi tematami- przynajmniej dłużej powspominam przyjemne chwile ;).