Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2017

"Jak zostać zwierzem telewizyjnym?" - Dorota Wellman

Dzień doberek!

Dzisiaj przychodzę do Was z wyjątkową książką. Dlaczego wyjątkową? Ponieważ już dawno nic mnie tak nie wciągnęło i niczego nie przeczytałam tak szybko i z taką przyjemnością jak napisanej przez Dorotę Wellman książki "Jak zostać zwierzem telewizyjnym?". 


Pożyczyła mi ją dobra znajoma (dzięki, Ania :*) już jakiś czas temu i tak sobie leżała na półce i czekała na lepsze czasy, aż w końcu przyszedł tydzień wolnego i w końcu zaczęłam ją czytać, a skończyłam... tego samego dnia. Nie jest długa, czcionka jest dość duża i sporo miejsca zajmują ilustracje i zdjęcia, ale też sama treść jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Chciałabym bardzo, żeby autorka rozwinęła poszczególne rozdziały i wydała coś większego o tematyce dziennikarskiej.



Na początku Wellman opisuje swoją historię - jak to od dziecka była blisko dziennikarzy, polonistów, znanych osobistości i radia. Opisuje też, jak poszczególne programy telewizyjne i radiowe wpływały na nią i resztę społeczeństwa. Przywołuje wielkie nazwiska - Sumiński, Walter, Lipińska i wiele innych. Wspomina wspaniałe audycje, których prowadzącymi byli specjaliści, a treść była ciekawa i edukacyjna... nie to, co teraz :/

Mnóstwo jest w książce zabawnych wspomnień z pracy w najróżniejszych warunkach: od zafarbowanych przez sweter rąk Marcina Prokopa, przez otarcie się o śmierć w garnku na antenie, po wychodzenie z siebie podczas 15-minutowej awarii prądu na dużym plenerowym koncercie. Uwielbiam tego typu wspominki, bo każda praca składa się z wielu takich mniejszych, wymagających szybkiego działania sytuacji, podczas których człowiek bardzo dużo się uczy.


Przez ciekawostki i anegdotki ze swojej pracy przechodzi do przemyśleń nad sensem telewizji i powołaniem dziennikarzy. Podoba mi się to, że książka jest bardzo szczera. Dorota Wellman nie obawia się używać konkretnych nazwisk, przytaczając różne przejawy głupoty celebrytów. Nazywa poszczególne zjawiska po imieniu: krzykacze, katarynki, celebryci, specjaliści, pajace i politycy.

Na koniec, autorka wypunktowała 10 rzeczy, które najbardziej drażnią ją w telewizji - bez owijania w bawełnę i to mi się podoba! W książce znaleźć też można parę konkretnych porad: jak ubrać się do telewizji, jak przygotować do wywiadu, jak zostać dziennikarzem. Polecam serdecznie, a sama kupuję sobie swój własny egzemplarz, gdyż pomimo zaledwie 230 stron, zawiera ona wiele cennych informacji, do których będę chciała jeszcze wrócić

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Bóg nigdy nie mruga

Dzień doberek!

Nadal zapraszam do lektury relacji z egzaminów wstępnych do szkół teatralnych. Tutaj jest ostatnia część, czyli Wrocław (klik).

Dzisiaj przyszedł czas na szybkie refleksje na temat jednej, bardzo wartościowej książki. Już raz je napisałam, ale telefon się wyłączył, notka nie zapisała, wszystko przepadło, więc wracam teraz.

Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett to zbiór podnoszących na duchu felietonów. Ułożone są w „50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu”, a w każdej z nich, autorka powołuje się na własne doświadczenia, przeżycia poznanych osób, wspomina też różne książki i filmy. Często odwołuje się również do Boga, ale książka przypadnie do gustu (tak mi się wydaje) także osobom niewierzącym. Bóg w niej, nie jest bowiem przedstawiony jako chrześcijańska Trójca Święta, którą można spotkać m.in. w kościele, ale jako Siła Wyższa, która pomaga nam iść przez życie.


Jedni znajdą tutaj motywację do dalszego działania, inni głębszy sens swojego życia, a jeszcze inni inspirację, ale każdy odnajdzie coś dla siebie. Idealny prezent zarówno dla nastolatek, osób dorosłych, tych pozytywnie zakręconych, jak i pesymistów. Poza tym, niektóre historie autorki, czy napotkane osoby są niezwykle ciekawe, pomijając nawet wątek motywacyjny.

Jak ja polecam korzystać z tej książki? Nie czytać jej na raz. Czytać po jednej lekcji, każdego wieczora i ją „trawić”. Ja, z racji tego, że nie posiadam swojego egzemplarza, spisałam sobie wszystkie podtytuły do mojego Zeszytu Dobrych Myśli i czasami przypominam sobie co i jak ;)


Regina wydała też dwie inne książki – „Jesteś cudem” i „Bóg zawsze znajdzie  ci pracę”. Pierwszej jeszcze nie miałam w rękach, ale drugą, powolutku czytam, więc za jakiś czac, coś na jej temat na pewno pojawi się na blogu.

Miłego wieczoru! :*

sobota, 5 września 2015

I jak tu nie biegać!

Dzień doberek!

Dzisiaj chciałabym Wam pokrótce zrecenzować książkę Beaty Sadowskiej "I jak tu nie biegać!", która bardzo przypadła mi do gustu. 
Beata Sadowska jest dziennikarką telewizyjną (np. w programie Pytanie na śniadanie), a prywatnie mamą i maratończykiem- biegła w 12 maratonach: w Europie, Azji i Ameryce; w każdych warunkach. Jeśli kogoś interesuje temat biegania, jakiś czas temu opisałam na blogu spotkanie z niesamowitym człowiekiem, który przebiegł już 80 (!) maratonów (klik).

Foteczka pochodzi z mojego insta, zapraszam: @gosiiaczek
Kupiłam tę książkę, żeby jeszcze bardziej zmotywować się do biegania, ale nie wiem... coś mi to nie idzie. Próbowałam już kilka razy, ale jak nie mogę utrzymać systematyczności, tak nie mogę >.< Książka bardzo mi się spodobała i ją polecam, chyba w szczególności osobom, które biegają już jakiś czas i zastanawiają się, czy wziąć udział w jakimś biegu zorganizowanym- ta książka na pewno do tego zachęci :D

Najbardziej spodobały mi się chyba właśnie opisy maratonów z różnych części świata- Nowy Jork, Japonia, Wenecja, San Francisco. Każdy był inny i wyjątkowy na swój sposób. Jeden był niespotykanie cichy, inny bardzo kolorowy, jeden tylko dla kobiet. Okazuje się, że przez bieganie można mieć niezły pretekst do zwiedzenia całego świata.

Bardzo zainteresowało mnie także, jak od strony praktycznej wygląda przygotowanie do maratonu. Plan treningowy i dieta. Żywienie tuż przed startem. Nawyki i uzupełnianie treningów pod różnymi postaciami. Motywacja i trudne chwile. Wszystkiego się dowiedziałam. :)

Nie mogę raczej wstawiać zdjęć treści książki, więc posłużę się zdjęciami zamieszczonymi na stronie matras.pl
Bardzo spodobały mi się także wstawki "Trener wiedział i powiedział". To kilkustronicowe przerywniki przemyśleń pani Beaty w postaci wskazówek jej (profesjonalnego) trenera, który dba o jej technikę, plany treningowe i całe przygotowanie do startów. Wypowiadał się na tematy poruszone przez Autorkę, dając konkretne rady i wyrażając swoje zdanie, jako zawodowiec.

Oprócz biegania, znalazł się także rozdział na temat diety, a w nim kilka przepisów. Pani Beata, oprócz ryb, nie je mięsa i na wstępie do "jedzeniowego" rozdziału opisuje przypadek biegacza-weganina, który pokonywał granice ludzkiej wytrzymałości na ultramaratonach. Można? Można. 


I na koniec: zdjęcia. Fotografie zawarte w "I jak tu nie biegać" są chyba jej głównym atutem. Piękne wspomnienia ze wszystkich egzotycznych zakątków świata, ale także wschód słońca nad Wisłą, czy leśna ścieżka w Warszawie. Piękności <3.

Podsumowoując. Jeśli ktoś liczy na bardzo rzeczową pozycję ze wskazówkami, poradami itd., to nie będzie zadowolony. Ale jeśli ktoś chce się przekonać do biegania, czy startu w maratonie, dowiedzieć się jak wygląda przygotowanie do startów i ogólnie dziubnąć temat, ten będzie kontent ;).

Zdjęcia wnętrza książki pochodzą ze strony matras.pl (klik)

PS: Chciałam powiedzieć, że każdy komentarz i każda wiadomość jest dla mnie dużą motywacją i każde doceniam i się nimi niezmiernie "jaram". Pozdrowienia dla Kingi :*, która dzisiaj mnie spotkała i pierwsze, co powiedziała "ale mi się ten twój blog podoba". Wspaniale jest coś takiego usłyszeć <3.

wtorek, 2 września 2014

Wrześniowy SHAPE

Dzień doberek.!

Dzisiaj w końcu wybrałam się pobiegać. Ostatnio biegałam jakoś w czerwcu, także cieszę się niezmiernie. Zaliczyłam piękną leśną trasę i 30 minut biegu, ale nie o tym notka ;).

Wrześniowy numer "Shape" przeczytałam już w połowie, więc część artykułów mogę polecić z pełną odpowiedzialnością. Jednak wszystko po szpilkach jest tylko spekulacją ;).

Na okładce widnieje Jillian Michaels (amerykańska trenerka osobista), jednak w tym numerze nie przeczytamy wywiadu z nią. Znajdziemy za to bardzo fajny i, na pierwszy rzut oka (jeszcze ni próbowałam), dość wymagający trening. Jest tutaj siedem ćwiczeń na ramiona, brzuch i nogi. Niby wyglądają znajomo, a jednak każde z nich jest w jakiś ciekawy sposób urozmaicone.


Pierwszy artykuł, jaki bardzo mi się spodobał to ten od tytułem "Życie z serialem... i po serialu". Każdy kto nie może doczekać się kolejnej serii "Sherlocka" z Benedictem i jego świetnym akcentem, czy też modli się aby Martin zdążył napisać ostatnią część "Gry o tron" zanim odejdzie, z chęcią go przeczyta. Autorka najpierw porusza fenomen seriali w dzisiejszym świecie, a także przytacza kilka fajnych tytułów wartych polecenia. Później wraz z psycholożką Martyną Harland wyjaśnia, dlaczego czujemy taką pustkę po zakończeniu serii.

Kolejna fajny temat to ten o zabiegach w salonie kosmetycznym. Nie wiem, czy ten wątek pojawia się w każdym numerze (na pewno już drugi raz), ale dla osób, które korzystają z usług medycyny estetycznej, na pewno będzie bardzo przydatny. Sama z zainteresowaniem przeczytałam, co ciekawego oferują nam teraz kosmetolodzy.

Następny artykuł, który przypadł mi do gustu nosi tytuł "Cały dzień w szpilkach". Opowiada o tym, jakie szkody dla stóp, łydek, kolan, bioder i kręgosłupa niesie ze sobą częste noszenie wysokich obcasów, jak radzić sobie z poszczególnymi dolegliwościami oraz jak dobrać idealne szpilki.


Pierwszym wywiadem w tym numerze jest wywiad z Caroline Ciavaldini, która znalazła na mapie nieodkryte dotąd miejsce i wyruszyła w podróż w nieznane. Jako pierwsza i, póki co, ostatnia wspięła się na szczyt El Nido na Filipinach. Zdjęcia zapierają dech w piersiach, więc myślę, że wywiad będzie równie ciekawy.

Lepiej pójść spać głodną, czy zjeść coś 15 minut przed snem? Na kolację powinnam wybrać jogurt, czy lepiej kromkę chleba z szynką? Mam nadzieję, że artykuł po tytułem "Jak jeść wieczorem?" odpowie na te i inne moje pytania dotyczące ostatniego posiłku i ogólnie jedzenia wieczorową porą :).

Ostatnim wątkiem, który zwrócił moją uwagę był ten dotyczący super owoców. Dużo o nich słyszałam na youtube i chciałabym się dowiedzieć co takiego wspaniałego jest jagodach goi, acai i noni, że cały świat oszalał na ich punkcie. Ciekawe, gdzie rosną, co dają i, gdzie można je kupić...


Do gazety była dołączona płyta z treningiem Ewki Chodakowskiej, której jednak jeszcze nie przejrzałam, dlatego opinię wstawię dopiero jak z nią poćwiczę ;). A ten konkretny numer polecam. Jest w nim naprawdę dużo ciekawych artykułów :).

czwartek, 31 lipca 2014

Sierpniowy SHAPE

Dzień doberek!

Pomyślałam, że skoro i tak mam prenumeratę czasopisma "Shape", to mogę co miesiąc pisać, co ciekawego znalazło się w danym numerze. Nóż, widelec coś kogoś zainteresuje, to będzie mógł się więcej dowiedzieć ;). Zaznaczam, że nie czytałam jeszcze tego numeru, a jedynie przekartkowałam, żeby napisać notkę :).


W sierpniowym numerze, jeszcze przed jego otwarciem zainteresował mnie wywiad z gwiazdą z okładki, a właściwie gwiazdami- siostrami Radwańskimi (str. 6.). W podtytule przeczytałam, że dziewczyny opowiadają o swoim siostrzanym życiu, ale też wspólnych sportowych przeżyciach. W dodatku znajdziemy tu trening z wykorzystaniem rakiet i piłeczek tenisowych. Dla grających- bardzo fajna sprawa.

Następnie zainteresował mnie artykuł o mrożeniu jedzenia (str. 28.), ale nie znajdę tam tego, na co liczyłam. Jest tam napisane, jak mrozić poszczególne produkty, a ja chciałam wiedzieć ile można je przechowywać w tym stanie...

Myślę, że wspaniałą stroną dla dziewczyn wypoczywających poza granicami naszego pięknego kraju będzie strona 42., na której znajdziemy porady, w jakie kosmetyki warto zaopatrzyć lecąc do Korei, Izraela, Maroko i nie tylko. Mi się na razie nie przyda, ale może w przyszłym roku... ;).


Ten numer pozytywnie zaskoczył mnie treningami. Nie chodzi o to, że poprzednie treningi były złe, ale zawsze się wkurzam, że dają ćwiczenia z użyciem sprzętu. Nie wszyscy chodzą na siłownię/do klubu fitness(!). Ale z drugiej strony nie wszyscy ćwiczą w domu :D. Ćwiczenia prezentowane od strony 60. są naprawdę "niebanalne" i na pewno niedługo je przetestuję. Lubię zmiany w codziennym treningu, a tutaj mam kolejny zestaw ćwiczeń, który na pewno daje w kość. Kilka stron dalej (str. 72.) znajdziemy ćwiczenia na ramiona, za które serdecznie dziękuję, bo takich mi potrzeba, ale (yyyyyyh!) nie każdy w domu ma piłkę do ćwiczeń xD. Trzeba będzie je lekko zmodyfikować ;).

Następnym ciekawym artykułem (str.87.) jest ten dotyczący napojów, ich składów i kalorii w nich zawartych. Wiedziałam, że wody smakowe to tak naprawdę przezroczyste soczki, a te z kolei mają dużo cukru, ale widzę, że tutaj temat został rozszerzony. 


Chyba dawno żaden numer tak mnie nie zaciekawił, więc serdecznie go polecam :).