Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2017

"Jak zostać zwierzem telewizyjnym?" - Dorota Wellman

Dzień doberek!

Dzisiaj przychodzę do Was z wyjątkową książką. Dlaczego wyjątkową? Ponieważ już dawno nic mnie tak nie wciągnęło i niczego nie przeczytałam tak szybko i z taką przyjemnością jak napisanej przez Dorotę Wellman książki "Jak zostać zwierzem telewizyjnym?". 


Pożyczyła mi ją dobra znajoma (dzięki, Ania :*) już jakiś czas temu i tak sobie leżała na półce i czekała na lepsze czasy, aż w końcu przyszedł tydzień wolnego i w końcu zaczęłam ją czytać, a skończyłam... tego samego dnia. Nie jest długa, czcionka jest dość duża i sporo miejsca zajmują ilustracje i zdjęcia, ale też sama treść jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Chciałabym bardzo, żeby autorka rozwinęła poszczególne rozdziały i wydała coś większego o tematyce dziennikarskiej.



Na początku Wellman opisuje swoją historię - jak to od dziecka była blisko dziennikarzy, polonistów, znanych osobistości i radia. Opisuje też, jak poszczególne programy telewizyjne i radiowe wpływały na nią i resztę społeczeństwa. Przywołuje wielkie nazwiska - Sumiński, Walter, Lipińska i wiele innych. Wspomina wspaniałe audycje, których prowadzącymi byli specjaliści, a treść była ciekawa i edukacyjna... nie to, co teraz :/

Mnóstwo jest w książce zabawnych wspomnień z pracy w najróżniejszych warunkach: od zafarbowanych przez sweter rąk Marcina Prokopa, przez otarcie się o śmierć w garnku na antenie, po wychodzenie z siebie podczas 15-minutowej awarii prądu na dużym plenerowym koncercie. Uwielbiam tego typu wspominki, bo każda praca składa się z wielu takich mniejszych, wymagających szybkiego działania sytuacji, podczas których człowiek bardzo dużo się uczy.


Przez ciekawostki i anegdotki ze swojej pracy przechodzi do przemyśleń nad sensem telewizji i powołaniem dziennikarzy. Podoba mi się to, że książka jest bardzo szczera. Dorota Wellman nie obawia się używać konkretnych nazwisk, przytaczając różne przejawy głupoty celebrytów. Nazywa poszczególne zjawiska po imieniu: krzykacze, katarynki, celebryci, specjaliści, pajace i politycy.

Na koniec, autorka wypunktowała 10 rzeczy, które najbardziej drażnią ją w telewizji - bez owijania w bawełnę i to mi się podoba! W książce znaleźć też można parę konkretnych porad: jak ubrać się do telewizji, jak przygotować do wywiadu, jak zostać dziennikarzem. Polecam serdecznie, a sama kupuję sobie swój własny egzemplarz, gdyż pomimo zaledwie 230 stron, zawiera ona wiele cennych informacji, do których będę chciała jeszcze wrócić

poniedziałek, 11 września 2017

Bardzo łatwy sernik

Dzień doberek!

Już dawno blog przestał być jedynie o zdrowym odżywianiu i aktywności fizycznej, więc myślę, że nikogo nie zdziwi ten przepis. Nie jest "fit", ale jest bardzo łatwy w przygotowaniu, a sernik wychodzi pyszny <3.

Przepis mam od blogerki nissiax83 - podaję link do jej filmiku (klik). Możliwe, że po drodze trochę się zmodyfikował ;).



Składniki:

  • 1 kg twarogu mielonego
  • 4 jajka
  • 1 kostka margaryny (np. Kasia)
  • 1 szklanka cukru
  • 1/3 szklanki mleka
  • 2 budynie waniliowe lub śmietankowe
  • paczka herbatników
  • 1 gorzka czekolada

Sposób przygotowania:
Margarynę i cukier roztopić w garnku. W międzyczasie pomieszać twaróg i jajka mikserem w misce. W oddzielnym naczyniu  rozmieszać budynie w mleku (bez podgrzewania). Po rozpuszczeniu cukru mieszać wszystko w garnku i gotować na małym ogniu przez ok. 10 minut.


Wysmarować blachę papierkiem po margarynie, wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć cały spód herbatnikami. Zalać ostudzoną masą (im bardziej ją ostudzimy, tym będzie gęstsza i podczas nakładania na herbatniki nie będzie ich podnosić do góry). Na wierzch masa, herbatniki, masa i ponownie herbatniki. Odstawiamy do całkowitego stężenia - najlepiej w chłodne miejsce - na 1-2 godziny. 


Przed podaniem polecam polać ciasto polewą lub rozpuszczoną gorzką czekoladą z odrobiną śmietany (dzięki dodaniu śmietany, polewa nie będzie tak twarda i łatwiej będzie kroić ciasto.

Polecam - to naprawdę łatwy przepis. W sam raz na moje umiejętności :D

Smacznego! :*





środa, 30 sierpnia 2017

Krystyna Janda - wywiad rzeka (książka)

Dzień doberek!

Dzisiaj mam dla Was kolejną ciekawą propozycję aktorskiej autobiografii – wywiadu (kolejnej, po Barbarze Krafftównej – klik), którą sprawiłam sobie na Święta Bożego Narodzenia i w końcu udało mi się ją przeczytać. Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” to książka bardzo ciekawa i wciągająca, ale posiadająca niestety kilka wad.

Jak już wspominałam, była to druga z dwóch książek, które sobie sprawiłam w tym samym okresie i siłą rzeczy, same cisną mi się na usta i do głowy porównania. Porównania samej książki oraz postaci w niej opisywanej, czy też wypowiadającej się. Pani Barbara Krafftówna jest niezmiernie skromną osobą, natomiast Krystyna Janda jest egocentryczna, czuje się gwiazdą i nie sprawia jej problemów opowiadanie o swoich zaletach (mam nadzieję, że rozumiecie iż na potrzeby publikacji użyłam w tym miejscu kilku eufemizmów). Więc charakter „głównego bohatera” tej książki drażnił mnie przez całą lekturę, jednak niesamowite wydarzenia, osoby, filmy i spektakle, o których opowiada Janda sprawiły, że nie raz przepadałam i „budziłam się” po kilkudziesięciu stronach.

Janda pracowała z największymi. Od reżyserów: Hubnera, przez Wajdę (którego ulubioną aktorką była), po aktorów Stuhra, Gajosa i Kondrata. To tylko kilka z wielu, wielu wielkich nazwisk, które przewijają się w tej książce. Opowiadania o czasie spędzonym z Agnieszką Osiecką – niesamowite. Wspomnienia z planów wielu filmów Wajdy – bardzo ciekawe. Doświadczenie pracy nad inscenizacją autobiografii Danuty Wałęsy – wzruszające i interesujące. Czego by nie mówić o Jandzie, to trzeba przyznać, że była i nadal jest jedną z topowych polskich aktorek i pracowała w najlepszych teatrach, z najlepszymi reżyserami i aktorami, widziała wiele, grała w wielu miejscach na świecie i ma ogromne doświadczenie w swoim zawodzie.

To mnie bardzo wciągało – każda anegdotka z planu, śmieszna sytuacja związana z kolejnym znanym nazwiskiem, czy triki stosowane na scenach teatralnych. Dużo jest też charakterystyki zawodu aktora – od szkoły teatralnej przez debiut, filmy, wyjazdy, teatr telewizji po założenie dwóch teatrów prywatnych działających głównie dzięki przychodom Fundacji Krystyny Jandy na rzecz kultury. Szalenie ciekawe było śledzenie we wspomnieniach Jandy kolejnych zmagań przy przebudowach i remontach teatrów, obserwowanie jej pracy, zakresu obowiązków i stosunku do pracowników.

Szczególnie poruszającą częścią książki jest ta poświęcona związkowi Krystyna Jandy i Edwarda Kłosińskiego, który zmarł przez nowotwór (ten moment też jest w książce opisany – mocny i bardzo prawdziwy). Kłosiński, jak wynika ze wspomnień Jandy, był mężczyzną godnym naśladowania, oddanym swojej pracy, zakochanym w żonie na zabój, troskliwym i niesamowicie mądrym. Odpowiadał na wszystkie jej pytania, pomagał w tworzeniu teatrów, a na planie traktował ze specjalną atencją.

Jest jeszcze jeden mankament, którego dopatrzyłam się w tej książce – jest ona odrobinę chaotyczna. Ogólnie panie Montgomery i Janda, starają się omawiać wydarzenia chronologicznie, ale czasem przeskakują na układanie anegdotek tematycznie i wtedy poszczególne wydarzenia nie układają się już tak łatwo w jakiś logiczny ciąg. Oprócz tego w książce występuje mnóstwo cytatów – z gazet, wywiadów, recenzji, ale także z forum i bloga samej Jandy. Czasem są wtrąceniem, czasem dopowiedzeniem, a czasem całkowicie zaburzają logiczny ciąg. Niestety także chęć, jak mam wrażenie, wstawienia do książki jak najbardziej różnorodnych zdjęć, psuje efekt eleganckiej, prostej szaty graficznej, gdyż fotografie są czasami słabej jakości, a wstawione wywiady po prostu nie wyglądają dobrze. Estetę kole to w oczy.

Na koniec – śmietanka. Opinia Jandy o współczesnym teatrze, o twórcach awangardowych, nagości w teatrze i tematach poruszanych w nowych spektaklach. Pod tym mogłabym się podpisać „ręcami i nogami”! Jeśli kogoś nie zachęciły wyżej wymienione przeze mnie atuty książki lub zniechęciły jej słabe strony to warto chwycić ją w rękę w księgarni i przeczytać strony od 512 do 519. Najbardziej podoba mi się cytat z artykułu Ludzie! Kochajcie swoje dzieci, bo wyrosną na reżyserów z magazynu „Uroda” (nr 1 z 1999 roku): „Ludzie całego świata! Kochajcie swoje dzieci! Bo wyrosną z nich nie tylko mordercy i ludzie bez serc, ale także awangardowi reżyserzy,  i będziemy musieli oglądać ich filmy” . Zrozumie ten, kto trafił kiedyś na „ambitny” spektakl, lub obejrzał jeden z „dobrych, offowych” filmów.



Mimo wszystko, książkę polecam. Trzeba się przygotować na dużą dozę samozachwytu, ale także sporą dawkę fantastycznych anegdotek, historii i głębokich przemyśleń o życiu, teatrze, filmie i aktorstwie.

sobota, 26 sierpnia 2017

Teatr, numer 7-8/2017

Dzień doberek!

Dzisiaj chciałam Wam polecić ostatni numer magazynu Teatr, który jeszcze do końca sierpnia jest
dostępny w sprzedaży.

Ten numer jest o tyle wyjątkowy, że w dużej części jest poświęcony szkołom teatralnym – ich
absolwentom, uczniom, kandydatom i problemom poszczególnych wydziałów.

Okładkowy artykuł to wywiad z siedmioma absolwentami szkół teatralnych w Polsce - osobami po
Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Białymstoku i Łodzi. Każdy z nich opowiada o swoich przeżyciach z okresu studiów – o profesorach, zajęciach i przede wszystkim atmosferze wspólnoty. Każdy mówi też co aktualnie robi, co chciałby zmienić i gdzie widzi się w przyszłości. Ciekawie jest poznać kilka całkowicie różnych pomysłów na siebie po ukończeniu tego samego kierunku studiów.

Kolejne tematy to Festiwal Szkół Teatralnych, dyplomy i artykuł o perspektywach dla absolwentów szkół teatralnych. Wydział wysokiego ryzyka to tekst poświęcony charakterystyce wydziału lalkarskiego w Białymstoku, a właściwie przyszłości jego studentów oraz nastawieniu środowiska teatralnego do spektakli lalkowych.

Jest też wywiad z Marianem Opanią oraz artykuł o komponowaniu muzyki do spektakli teatralnych. Po serii recenzji (w tym Wesela w reżyserii Jana Klaty) przychodzi czas na artykuł o festiwalach teatru tańca, a na koniec dowiadujemy się o kilku ciekawych pozycjach książkowych, m.in. Seksmisja i inne moje misje Olgierda Łukaszewicza i Tomasza Miłkowskiego.

Myślę, że numer jest szczególnie wart uwagi dla osób, które z aktorstwem wiążą swoją przyszłość lub po prostu kręci je ta tematyka. Jeśli w tym momencie pojawia się w Waszych głowach pytanie: a co to za gazeta? gdzie to dostać?, to spieszę z odpowiedzią. Teatr można dostać np. w Empikach i kosztuje 20 zł.

Miłej lektury! :)

PS: Jeśli kogoś interesuje, jak wygląda moja przygoda ze szkołą teatralną, to informuję, że niestety znowu się nie udało. Ugrzęzłam w tym samym momencie egzaminów we wszystkich czterech szkołach, więc nie będę wszystkiego na nowo opisywać. Póki co wracam na Wiedzę o teatrze, chcę napisać licencjat i wtedy zobaczymy. COŚ też powstaje - podzielę się niedługo :*

piątek, 17 lutego 2017

Krafftówna w krainie czarów

Dzień doberek!

Niedawno skończyłam czytać przewspaniałą książkę – Krafftówna w krainie czarów. Jest to rozmowa wspaniałej polskiej aktorki Barbary Krafftówny z dziennikarzem Remigiuszem Grzelą. Kim ona jest? A widzieliście kiedyś Czterech pancernych? A kojarzycie dziewczynę Gustlika? Grała ją właśnie pani Basia :D. Dlaczego ta książka zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie? Już piszę!

Poruszony temat
W książce – rozmowie, Barbara Krafftówna opowiada o swoim barwnym życiu. Od dzieciństwa w międzywojniu przez trudne doświadczenia drugiej wojny światowej, początki aktorstwa w szkole Galla, zakładanie Teatru Wybrzeże i pierwsze spektakle, po pracę w kolejnych teatrach polski, później także w telewizji i wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Wszystko przeplatane jest mnóstwem anegdotek, a także dodatków pana Remigiusza Grzeli – wspomnień znajomych pani Barbary, wycinków z gazet i fragmentów krytyki                                                                 teatralnej.

Krafftówna uczyła się warsztatu i występowała w teatrach i telewizji w całkowicie innych czasach. Marzę o tym, żeby poziom i jakość przygotowywanych obecnie filmów, seriali, spektakli i kabaretów były takie, jak wtedy. Kabaret Starszych Panów…. bardzo bym chciała, żeby tego typu rozrywka powróciła do telewizji.

W opowiadaniach pani Basi przewijają się wielkie nazwiska polskiej sceny artystycznej – Kalina Jędrusik, Jonasz Kofta, Gustaw Holoubek i wiele, wiele innych. Części z nich nie znałam, dlatego czytając tę książkę siedziałam z tabletem i googlowałam każde napotkane nazwisko. Teraz już je znam :))
 

Temat aktorstwa
Dla mnie bardzo ważną częścią tej książki jest, oczywiście, aktorstwo. Mam na myśli warsztat i styl pracy z rolą i postaciami pani Basi. To fascynujące, jak różniło się podejście do kształtowania roli. Na przykład: dla Barbary Krafftówny bardzo ważnym i nieodłącznym elementem budowania postaci jest kostium i… peruka (!). Elementy, które teraz w teatrze sprowadza się do minimum, a peruki używa chyba tylko w operze i teatrach dla dzieci, wtedy były na porządku dziennym. Co ciekawe, pani Barbara, wychowując się w ciężkich czasach, umiała doskonale szyć, robić na drutach i szydełkować, dlatego często modyfikowała, a nawet sama tworzyła swoje stroje sceniczne.

Bardzo przyjemnie czytało się też najróżniejsze opowiadania ze światka teatralno-telewizyjnego. O współpracy z Kutzem, Dejmkiem, Wajdą, Swinarskim. To niesamowite, z jakimi ludźmi, z jakimi legendami i w jakich czasach pracowała pani Basia. 

Osoba Barbary Krafftówny
Krafftówna ma w sobie tę starą klasę, która już powoli wymiera. Niektóre tematy taktownie owiewa tajemnicą milczenia, rzadko kiedy przeklina, w stosunku do innych ludzi charakteryzuje się szacunkiem i bardzo sympatycznym nastawieniem. Wydaje się pogodną, pozytywną kobietą. Przy tym, często dowodzi, że jest też szalona, lubi żartować, śmiać się i dobrze bawić.

Na początku, kiedy opowiada o czasach około wojennych i tych zaraz po wojnie, przenosi nas w świat ciężko pracującej za dnia aktorki, która jest częścią nowo formującej się, młodej grupy teatralnej, a wieczorami ucieka reżyserowi (w roli strażnika) i flirtuje z chłopakami poznanymi na dansingach.

Styl książki
Kiedy stałam w księgarni i zastanawiałam się, którą biografię wybrać, zauważyłam, że zarówno Grzela, jak i Krafftówna zwracają się do siebie per pan, per pani. Było w tym czuć taki stary szyk, kulturę dżentelmenów i eleganckich dam. To było po prostu przeurocze.
Oprócz tego, książka jest wydana w pięknym, starym stylu – czarno-białe zdjęcia, herbaciane róże w roli ozdobników. Uwielbiam <3.

Myślę, że książka przypadnie do gustu zarówno osobom uwielbiającym ten stary styl, marzącym o powrocie czasów dżentelmenów, fraków, eleganckich spotkań i noszenia długich rękawiczek do sukienek, jak i fanom biografii (książka napisanie jest wyjątkowo przystępnie i ciekawie), a także  wielbicielom teatru i przyszłym aktorom. Serdecznie polecam!!!


niedziela, 5 lutego 2017

Wysokie Obcasy - Światem rządzą kobiety!

Dzień doberek!

Ostatnio, kiedy jechałam do Gdyni spotkać się z przyjaciółkami (lovki, Kasia, lovki, Asia <3), wychodząc z domu zapomniałam wziąć czegoś do czytania. Było już po sesji, więc nie musiałam czytać niczego poważnego na Dramat antyczny ani na Literaturę staropolską - chciałam coś lekkiego. Na dworcu w Oliwie przystanęłam więc przy kiosku i zaczęłam przeglądać okładki. Jedna przykuła moją uwagę. Były na niej Michelle Obama i Meryl Streep i tytuł "Światem rządzą kobiety". Biorę!


Okazało się, że gazeta kupiona całkowicie przypadkowo jest NAPRAWDĘ ciekawa. Póki co, przeczytałam artykuły o kobietkach z okładki, a także o Beyonce, Królowej Elżbiecie II i Serenie Williams. W każdej historii znalazłam jakąś śmieszną ciekawostkę, wzruszający fragment, ale przede wszystkim: bardzo inspirującą historię KOBIETY. Jakie przeciwności musiały pokonać Obama, Beyonce i Williams, nie tylko ze względu na swoją płeć, ale i kolor skóry, jakie przeszkody napotkała w swoim życiu Elżbieta II, jakim stereotypom nie poddała się Meryl Streep.


Oprócz bardzo znanych postaci są też mniej znane. Wszystkie 25 pań jest podzielonych na Ikony, Liderki i Wizjonerki. W kolejnych artykułach pojawia się m.in. J.K Rowling, Angela Merkel i Theresa May. Myślę, że będzie to ciekawa, inspirująca lektura dla każdej kobiety, dla każdej dziewczyny, a fanki występujących tam postaci mogą dowiedzieć się kilku ciekawych faktów na ich temat. Gorąco polecam! :D


wtorek, 23 sierpnia 2016

Fit lovers - polecam :)

Dzień doberek! 

Dzisiaj chciałabym Wam polecić kanał, Snapchata, Facebooka i Instagrama świetnej pary - Pameli Stefanowicz i Mateusza Janusza, czyli Fit Lovers <3

YouTube: Fit Lovers, Snapchat: fit.lovers, Facebook: Fit Lovers, Instagram: fit.lovers

Jak na nich trafiłam? Nie pamiętam... Chyba przez filmik "Motywacja do fit zakupów", który hulał po Facebooku (klik). Zaczęłam klikać, obczajać, okazało się, że są z Trójmiasta (teraz już mieszkają w Warszawie) i polubiłam.

Obydwoje są po gdańskim AWFie, Pamela dodatkowo skończyła dietetykę. Pracowali jako trenerzy personalni i nie tylko. Teraz prowadzą bloga oraz konto na YouTube (i inne social media), zajmują się układaniem spersonalizowanych diet i treningów. Tutaj jest filmik o nich i ich drodze do tego, kim są dzisiaj (klik).

Blog: www.fit-lovers.pl 

Mają niespożyte pokłady energii, dobrego humoru i pozytywnego nastawienia do życia. Bardzo dobrze nastrajają, mają dystans do siebie i potrafią się wygłupiać (klik). Oprócz tego serwują bardzo ciekawe filmiki na swoim kanale (klik), zarówno o gotowaniu, jak i ćwiczeniach (także w parach - klik).

Od nich nauczyłam się robić pysznej Fit Pizzy (klik) <3.


Podoba mi się w nich to, że są bardzo otwarci i nie zachowują się sztucznie. Mówią to, co myślą i uparcie dążą do wyznaczonych celów. Polecam obczaić :)

Jutro wyjeżdżam na festiwal teatralny do Kłodzka, bardzo prawdopodobne, że następny post (a może i filmik) będzie relacją z tego wydarzenia :)

Źródło dwóch pierwszych fotek: Facebook Fit Lovers

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Bóg nigdy nie mruga

Dzień doberek!

Nadal zapraszam do lektury relacji z egzaminów wstępnych do szkół teatralnych. Tutaj jest ostatnia część, czyli Wrocław (klik).

Dzisiaj przyszedł czas na szybkie refleksje na temat jednej, bardzo wartościowej książki. Już raz je napisałam, ale telefon się wyłączył, notka nie zapisała, wszystko przepadło, więc wracam teraz.

Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett to zbiór podnoszących na duchu felietonów. Ułożone są w „50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu”, a w każdej z nich, autorka powołuje się na własne doświadczenia, przeżycia poznanych osób, wspomina też różne książki i filmy. Często odwołuje się również do Boga, ale książka przypadnie do gustu (tak mi się wydaje) także osobom niewierzącym. Bóg w niej, nie jest bowiem przedstawiony jako chrześcijańska Trójca Święta, którą można spotkać m.in. w kościele, ale jako Siła Wyższa, która pomaga nam iść przez życie.


Jedni znajdą tutaj motywację do dalszego działania, inni głębszy sens swojego życia, a jeszcze inni inspirację, ale każdy odnajdzie coś dla siebie. Idealny prezent zarówno dla nastolatek, osób dorosłych, tych pozytywnie zakręconych, jak i pesymistów. Poza tym, niektóre historie autorki, czy napotkane osoby są niezwykle ciekawe, pomijając nawet wątek motywacyjny.

Jak ja polecam korzystać z tej książki? Nie czytać jej na raz. Czytać po jednej lekcji, każdego wieczora i ją „trawić”. Ja, z racji tego, że nie posiadam swojego egzemplarza, spisałam sobie wszystkie podtytuły do mojego Zeszytu Dobrych Myśli i czasami przypominam sobie co i jak ;)


Regina wydała też dwie inne książki – „Jesteś cudem” i „Bóg zawsze znajdzie  ci pracę”. Pierwszej jeszcze nie miałam w rękach, ale drugą, powolutku czytam, więc za jakiś czac, coś na jej temat na pewno pojawi się na blogu.

Miłego wieczoru! :*

poniedziałek, 14 lipca 2014

Ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud :)


Dzień doberek.!

W internecie jest takie zatrzęsienie zestawów treningowych, rysunków z ćwiczeniami, filmików na youtube itd., że łatwo jest się zgubić. Jeśli ktoś mi powie, że nie wie co ćwiczyć i nic nie może znaleźć to poradzę mu żeby postukał się w czoło i poszukał jeszcze raz. ;) 


Póki co polecam trzy filmiki na dwóch kanałach, które niedawno odkryłam. Szukałam czegoś na wewnętrzną stronę ud i pierwszym treningiem jaki znalazłam był ten (klik). Dwie bardzo miłe dziewczyny przedstawiają serię ćwiczeń poprzedzonych rozgrzewką. Mówią jak wykonywać ćwiczenie i na co zwrócić uwagę. Całość zajmuje około 8 minut, więc może to być tylko część naszego treningu złożonego z kilku zestawów. :)
Moje dwa ulubione ćwiczenia to: wznosy nóg, które pięknie angażują mięśnie, nad którymi pracujemy:


oraz ćwiczenia z wykorzystaniem ręcznika:


Kolejnym filmikiem składającym się z dwóch części jest produkcja kanału fitappy2 (klik1) (klik2). Na ten kanał trafiłam, kiedy szukałam jakiś wskazówek odnośnie skakania na skakance i kiedy zobaczyłam, że są tam też ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud, od razu się za nie zabrałam :). Agnieszka bardzo fajnie, pozytywnie motywuje do pracy. Taki amerykański doping (jeśli ktoś oglądał kiedyś ABS 8 minutes-klik- wie, o co mi chodzi)- mi bardzo odpowiada. Uśmiechnięta, pełna energii dziewczyna, która nagrywa treningi w pięknych plenerach :). Moje ulubione ćwiczenia:



Mój trening z tymi filmikami wygląda następująco: 
rozgrzewka (5 min)
50 skoków na skakance, 10 podciągnięć na drążku x5 (ok. 15-20 min)
jeden z filmików (ok. 10 min) 
rozciąganie (10 min) :)