Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Chodakowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Chodakowska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 maja 2016

Wróciłam :)))

Dzień doberek! :)

Jakże się cieszę, że już jestem po wszystkich maturach i mogę wreszcie z czystym sumieniem wrócić na bloga <3. Dziękuję serdecznie wszystkim osobom, które pytały, kiedy będzie kolejny post, czemu nic nie wstawiam itd. To tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie ma opcji, żebym całkiem zaprzestała prowadzenie bloga ;)

Nie wiem, jak to będzie wyglądało, jak już dostanę się na studia (daj Boże teatralne), ale przez całe wakacje (czyli aż do końca września ;) ) na pewno co jakiś czas będzie się tutaj coś pojawiać ;). Teraz jestem w wirze przygotowań do egzaminów wstępnych, ale po dłuższej przerwie wróciłam do treningów i (uwaga!) uczę się gotować- wczoraj zrobiłam swoją pierwszą zupę!!! :D

Z racji tego, że ten miesiąc będzie, a przynajmniej powinien być, wyjątkowo intensywny wróciłam do prowadzenia Dziennika Fitness (więcej: klik). To, co się dzieje u mnie na co dzień znajduje się na moim Instagramie (@gosiiaczek), zapraszam! :)

Jeśli macie jakieś propozycje co do tematów najbliższych postów to dajcie znać! Bardzo proszę
o komentarze ;)


Z okazji mojego powrotu, mam dla Was małą niespodziankę. To znaczy, obiecywałam to już kilka razy, a teraz nadarzyła się idealna okazja. KONKURS! :D

Do wygrania płyta "Skalpel Wyzwanie" Ewy Chodakowskiej.




Regulamin:
1. Jak najszybciej należy przesłać na mojego maila (goosiiaaczeek@gmail.com) link, zdjęcie lub nazwę swojego ulubionego ćwiczenia.
2. Kto pierwszy, ten lepszy.
3. Na zgłoszenia czekam do oporu ;)
4. Ostrzegam, że Poczta Polska i ja nie za bardzo się lubimy i moje przesyłki czasem giną :/ Jeśli Cię nie znam, bądź mieszkasz na tyle daleko ode mnie, że nie będę mogła wręczyć Ci nagrody osobiście, owszem, wyślę płytę pocztą, ale na Twoją odpowiedzialność :P


Powodzenia, pozdrawiam ciepło! :*

czwartek, 29 października 2015

Be Active- październik 2015

Dzień doberek.!

Ostatnio mam dość mało czasu na bloga, ale do tego posta udało mi się przygotować ;) Dzisiaj czas na krótki przegląd nowego Be Active. Od razu mówię, że nie testowałam jeszcze treningu z dołączonej płyty-o niej napiszę innym razem, niedługo ;P

Na okładce październikowego numeru znów "jedna z nas"- Magda Michalewska-Kokoszka, która zmieniła swoje życie i swój wygląd dzięki ćwiczeniom w studiu Ewki, a teraz motywuje do działania innych. Prowadzi konto na Instagramie (klik), które już od dłuższego czasu obserwuję, a także razem z Tomkiem Choińskim pokazuje różne zestawy ćwiczeń w Dzień Dobry TVN. W najnowszym Be Active wraz z Tomkiem prezentuje trening na uda i pośladki.


Pierwszy artykuł, który zwrócił moją uwagę, dotyczy jedzenia przed i po treningu. Jak zwykle, co uwielbiam w tej gazecie, temat został potraktowany całościowo. Na początek po co i jak jeść, następnie przykładowe menu do treningów kardio i siłowego, a na koniec kwestie braku czasu, nawadniania oraz odżywek.


Na str. 48 znajduje się tytuł "Odporność? Da się zrobić". Temat dbania o zdrowie, profilaktyki i tym podobne zawsze bardzo mnie interesują, ponieważ mam z tym odwieczny problem... Może tym razem znajdzie się tu coś ciekawego... ;)

Kolejny fajny artykuł to "Dieta szyta na miarę", czyli przykładowe jadłospisy dla kobiet w wieku 20+, 30+ oraz 40+. Każda grupa jest dokładnie opisana i zawiera wskazówki na typowe dla niej problemy (nieprzespane noce, wahania nastroju i inne)


Kilka stron później jest strona poświęcona kettlebell(om?), jednemu z niewielu sprzętów do ćwiczeń, który posiadam w swoim domu ;) Koszt, zastosowanie, plusy, przykładowe ćwiczenia, a nawet historia tego przedmiotu. 

Kolejnym bardzo ważnym tematem jest "Gotowa w 6 minut", czyli rozgrzewka. Pisałam już na blogu o tym, jak ważna jest rozgrzewka (klik), a także rozciąganie (klik) przy treningu, a teraz temat pojawił się także w Be Active. Korzyści płynące w porządnej rozgrzewki zostały wzbogacone o przykładowy zestaw ćwiczeń Ewy Chodakowskiej.


W dziale urodowym znajdziemy artykuł poświęcony tak zwanym kwasom, czyli zabiegom kosmetycznym opartym na działaniu kwasów (migdałowego, mlekowego, czy salicylowego), które pomagają w złuszczaniu skóry, tym samym odmładzając i rozjaśniając cerę. Podane są kwasy odpowiednie dla poszczególnych typów skóry, a także przykładowe produkty do wspierania skóry podczas terapii i te do domowego złuszczania. 

Na sam koniec wpadł mi w oko temat wyboru nowego sportu na niepogodę. Autor sugeruje, że jesienią nasze zaangażowanie w treningi może spadać, dlatego wybranie sobie nowej dyscypliny sportu będzie na ten okres w sam raz. Są tutaj opisy m.in. crossfitu, muay thai (co to.?), wspinaczki na ściance, a nawet nurkowania (w basenie!) i air yogi.


Myślę, że artykułem determinującym zakup tego numeru dla niektórych dziewczyn będzie "Kierunek: tarczyca". Zapomniałam o nim wspomnieć wcześniej, ale jest warty uwagi, więc wspominam na końcu :)
O co chodzi.? Jakie są objawy.? Co trenować.? I co najważniejsze: co jeść biorąc pod uwagę typ choroby.

Pozdrawiam Was serdecznie :* Niedługo pojawi się notka na temat płyty dołączonej do tego numeru a także Jumpcity, do którego wybieram się już jutro <3.



niedziela, 20 września 2015

Głupek -.-

Dzień doberek.!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić spostrzeżeniami na temat mojej własnej głupoty... czasem i tak trzeba. Jeśli ktoś śledzi mnie na Instagramie (@gosiiaczek) to wie, że od początku sierpnia mam duży problem z utrzymaniem prawidłowej diety i motywowaniem się do ćwiczeń... Prawda jest taka, że od tego czasu miałam trochę ponad tydzień dni na piątkę+ dwa razy trenowałam.

Dlaczego tak.? Nie wiem. Zaczęło się od obozu. Na wyjazdach harcerskich nigdy nie stawiam sobie żadnych ograniczeń, a już w ogóle na obozie, gdzie obowiązuje żywienie zbiorowe i byłoby to po prostu trudne. Poza tym nigdy i tak nie przybieram wtedy na wadze, bo jak człowiek cały czas jest na powietrzu, to spala dużo więcej kalorii niż na co dzień. Jednak po powrocie z obozu nie tak łatwo było wrócić do fit-przyzwyczajeń... >.<

Kiedy pod koniec sierpnia wskoczyłam na wagę i dokonałam pomiarów, okazało się, że wyniki cofnęły się o cztery miesiące. Cztery miesiące ćwiczeń i diety poszły na marne.? No nie do końca, bo figury nie straciłam, więc pewnie wszystko rozchodziło się o nadmiar wody zatrzymanej w organizmie.

Ok, a więc od pierwszego września startuję.! No i wystartowałam, ale tylko na 10 dni, bo po tym czasie leciałam do Grecji i znowu postanowiłam sobie odpuścić... Oczywiście przez ten cały czas znajdowałam sobie mnóstwo głupich wymówek, żeby nie ćwiczyć, chociaż czułam, że mój organizm tego bardzo potrzebuje.

Wróciłam z Grecji i powiedziałam sobie: koniec tego, trzeba wrócić do gry. No i odpaliłam swoje ulubione Turbo Wyzwanie. W lipcu zrobiłam pierwszy raz (i potem jeszcze ze dwa razy to powtórzyłam) cały ten program w wersji "dla zaawansowanych", czyli bez ułatwień, bez dodatkowych odpoczynków i przerw. Tym razem niestety udało mi się zrobić zaledwie 6 rund z 8 i to też z dużym wysiłkiem... Za każdym razem, kiedy Ewka mówiła "jeśli jesteś osobą początkującą..." dodawałam w głowie "albo głupkiem po głupkowatej przerwie z głupkowatą dietą" :P


Ale, ale.! Ten post nie jest pesymistyczny, broń Boże.! Chciałam się po prostu podzielić z tymi kilkoma (kilkunastoma.?) osobami, które czytają mnie na stałe, moją głupotą. To wszystko. Teraz po prostu wiem, jakie skutki niesie za sobą zaniedbanie. Zdaję sobie sprawę, że powrócę do formy dużo prędzej niż ją budowałam (chodzi mi o to, że nie startuję znowu od zera... kondycja i siła całkowicie nie zniknęły), jednak lepiej byłoby kontynuować dzieło, niż pracować nad powrotem do formy. Wiem też, że mój kiepski wynik w starciu z Turbo Wyzwaniem był podyktowany słabym odżywieniem organizmu, a gdy to się poprawi, to i ćwiczyć będzie łatwiej. ;)



W dodatku, w ostatnim czasie usłyszałam od kilku osób (i to dość niespodziewanych osób) dużo dobrego na temat mojego bloga i zmian, jakie wprowadziłam w moim życiu, że nie mogłabym teraz odpuścić.!! Nie ma takiej opcji :D

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Be Active, sierpień 2015

Dzień doberek!

Dzisiaj, jak widać po tytule, będzie przegląd nowego Be Active. Bardzo mi przykro, ale jeszcze nie wróciłam do trybików systematyczności po obozie, ale myślę, że z dniem 1. września to się zmieni i będę częściej coś tutaj wrzucać ;)


Tym razem na okładce widzimy Ewkę z Tomkiem Choińskim, o którym już kilka razy wspominałam na blogu (jest trenerem w studiu Ewy, ale także prowadzi zajęcia na jej warsztatach i innych wydarzeniach)- przemiły, ciepły, sympatyczny człowiek, który na treningu daje wycisk, jak mało kto :D Patrząc na zestaw ćwiczeń, który zaczyna się na stronie 66. widać, że tym razem też się (nas) nie oszczędza ;P


Pierwszym treningiem w tym numerze jest jednak trening na proste plecy z Dorotą Gardias i Ewą Chodakowską. Jest tutaj kilka ćwiczeń z obciążeniem i kilka na macie. Jedno wiem na pewno- wykorzystam je, jak tylko moje kochane plecy przestaną mnie boleć i utrudniać zwykłego chodzenia, o treningach nie wspominając. 
Nie wiem, czy mogę to nazwać kontuzją, ale coś mi się stało po ostatnich warsztatach jeździeckich (było super, ekstra, dzięki Batman :*, jechałam kłusem, zakochałam się w jednym koniu i bardzo chciałabym jeszcze trochę tego popróbować, ale anglezowanie nie wyszło mi na dobre i od dwóch dni nie mogę się pozbyć bólu w odcinku lędźwiowym :'( ) i będę musiała popracować nad mięśniami pleców.

Z kolei pierwszy "przepisowy" artykuł dotyczy, tzw. lunchboxów, czyli po prostu pudełek na drugie śniadanie i ich fit-zawartości. To taki miły i pewnie nie do końca świadomy ukłon Redakcji w stronę czytelniczek-uczennic, które już we wrześniu zaczynają szkołę.


Na stronach 40-41 jest wzmianka o skakankach- jaką wybrać, gdzie trenować, po co w ogóle trenować na skakance oraz kilka porad jak prawidłowo skakać. Skakanka to bardzo fajne urozmaicenie treningów kardio, które nie jest aż takie lekkie, jakby to się mogło wydawać ;)

W sekcji urodowej jest artykuł o tym, jak aż do jesieni utrzymać wakacyjną opaleniznę. Dużo przykładowych kosmetyków i sposobów, co zrobić już teraz, aby cieszyć się pięknym brązem jeszcze przez kilka miesięcy.


W nowym numerze jest też, z czego się bardzo cieszę, artykuł o motywacji. 5 czynności, które trzeba wykonywać i 5 zabronionych. Ciekawe, czy mi pomogą (szczegóły pod koniec postu)...

Przegląd Be Active na potrzeby bloga robiłam jeszcze przed warsztatami jeździeckimi i, o dziwo, już wtedy zaznaczyłam artykuł "Kręgosłup- instrukcja obsługi". Tak naprawdę wcale się nie dziwię, bo z kręgosłupem zawsze miałam jakieś małe problemy (a to krzywy, a to boli, a to strzyka, a to wysiada) i każdy tego typu artykuł po prostu pochłaniam.


Zaletą Be Active jest dostosowanie artykułów do czytelników o różnym (nawet niskim) stopniu zaawansowania. Nie widziałam tu jeszcze zestawów ćwiczeń z użyciem skomplikowanego sprzętu z siłowni, za to w każdym dotychczasowym numerze były dwie strony poświęcone jednemu, wydawałoby się banalnemu, ćwiczeniu z dokładnym opisem i radami. Tym razem przyszła kolej na wypady.

Ostatnim artykułem, który przykuł moją uwagę, a właściwie seria artykułów, znajduje się na stronach 112-123. Tutaj znajdziecie wszystkie cenne rady dotyczące biegania. Najpierw wstępny tekst o różnych jego aspektach, następnie odpowiedź na pytanie "Czy ja też mogę biegać" połączone z pytaniami do lekarza i fizjoterapeutów. Potem jest krótka zajawka biegów o różnych długościach i w różnym terenie: od 5 do 113 km, po mieście, lesie i w górach. 
Następnie jest artykuł dotyczący doboru butów z uwzględnieniem typu i miejsca treningów, a także budowy stopy. Pokazane są nawet trzy sposoby sznurowania butów. Później trening pomagający w przebiegnięciu pierwszych 5 km oraz artykuł dotyczący pielęgnacji nóg (kosmetyki, zabiegi, etc.). Na samym końcu znajduje się antyporadnik "Jak przebiec maraton na wariata". Zapowiada się ciekawie.... i, jak zwykle w Be Active, temat opisany całościowo.


Chciałam ostrzec wszystkich zainteresowanych, że przed końcem wakacji będzie na moim blogu mały konkurs. Będzie trzeba poćwiczyć, porobić fotki, pohashtagować i już :D 
Muszę się przyznać, że kompletnie się rozregulowałam po obozie- chodzi mi o systematyczność we wszystkim (treningi, dieta, dbanie o moją atopową skórę itd. itd.). Odkąd wróciłam, jeszcze nie trenowałam, nie miałam dnia na 5 i ohh... Wstyd się przyznać, ale taka prawda. 
Mam nadzieję, że kiedy wejdę na wagę i pomierzę się pod koniec tego miesiąca, widok cyferek tak mnie zmotywuje, że od 1 września ruszę w końcu tyłek. Zarówno konkurs, jak i moja walka o ponowną motywację będą miały miejsce na Instagramie, więc kto nie ma, niech zakłada, a kto ma, niech mnie śledzi ;) @gosiiaczek

sobota, 25 lipca 2015

Be Active, lipiec 2015

Dzień doberek.!

Jak to zwykle u mnie bywa z gazetami, przedstawiam Wam z opóźnieniem nowy numer Be Active. Notka na temat pierwszego wydania jest tutaj (klik). Po przejrzeniu (bo jestem dopiero w połowie, jeśli chodzi o czytanie), zdecydowałam się już na prenumeratę.
Zaznaczyłam sobie tyle "ciekawych" tematów do opisania na blogu, ile nie zaznaczyłam nigdy wcześniej. Nie wiem, jak oni to robią, ale niech robią tak dalej ;).

Na okładce jest znów Redaktor Naczelna magazynu i jego pomysłodawczyni, czyli Ewa Chodakowska. Jak napisała na swoim profilu na FB, taki był plan na pierwsze trzy numery, więc trzeba go zrealizować :P.

W tym miejscu chciałabym też wspomnieć, jak świetna jest aplikacja Tap2C, która działa z Be Active. Dopiero niedawno zauważyłam, że SHAPE, którego prenumerowałam przez ostatni rok też był magazynem interaktywnym, ale w BA tak to oznaczyli, że nie sposób przegapić. Już tłumaczę, o co chodzi.! Przy części artykułów znajdziemy znaczek PLAY z podpisem w stylu "zobacz więcej". A więc: najpierw skanujemy okładkę magazynu (tak jak robi się zdjęcie telefonem), a następnie odpowiednio oznaczoną stronę. Wyświetlają się wtedy dodatkowe materiały- filmiki z przepisami, poprawnymi sposobami wykonywania ćwiczeń itp. Do każdego numeru jest też dołączony filmik z powitaniem Redaktor Naczelnej ;).

Pierwszy ciekawy artykuł dotyczy szczęścia na treningu- dlaczego aktywność fizyczna daje nam poczucie szczęścia oraz jak to poczucie spotęgować. Właśnie ten artykuł ostatecznie zachęcił mnie do ćwiczenia na dworze i muszę przyznać, że jest bardzo przyjemnie :).

Główny trening do tego numeru przygotowała, oczywiście, Ewa Chodakowska, a przedstawiła go razem ze swoją podopieczną ze studia, a prywatnie blogerką modową, Jessicą Mercedes. Trening angażuje wszystkie partie mięśni i zajmuje tylko 20 minut.

W lipcowym numerze jest jeszcze kilka innych pomysłów sportowych. Pierwszy (s. 76-83) to 5 różnych planów treningowych dla osób lubiących różne rodzaje wysiłku. Ciekawa sprawa, muszę się temu przyjrzeć.
Kolejny artykuł "ruchowy" (s. 114-115)  dotyczy ćwiczeń na triceps, które mają pomóc w pozbyciu się tzw. pelikanów. Jedno ćwiczenie zostało bardzo dokładnie opisane na podstawie zdjęcia modelki.

Na stronach 90-92 znajdziecie cztery testy- elastyczności, kondycyjny oraz siły i wytrzymałości górnych i dolnych części ciała. Można sprawdzić, czy w poszczególnych kategoriach mieścimy się w, odpowiednich dla naszego wieku, przedziałach.
 
 
 
 
Na następnych stronach znaleźć można kilka przepisów na zdrowe, niskokaloryczne desery na lato. Jest tu granita, ciasto, lody oraz leśny deser.

Przy okazji.! W wakacje mam zamiar zacząć tworzyć mój własny przepiśnik, bo coraz więcej potraw zaczyna mi wychodzić i muszę zacząć je gdzieś gromadzić :P. Oczywiście znajdą się tam TYLKO fit-przepisy.!

 
Następnym artykułem, zaraz po zdrowych słodkościach, jest "Biegiem przez upał", którego autorka podaje kilka wskazówek dotyczących biegania w wysokich temperaturach. Nie jest ono zabronione, ale trzeba pamiętać o kilku zasadach, które zapewnią nam bezpieczeństwo podczas aktywnego wypoczynku (woda, nakrycie głowy, krem z filtrem- jako ratownik ZHP, proszę Was- pamiętajcie o tym.!).

Zainteresował mnie też artykuł na stronie 52., który mówi o tym, ile złego może wyrządzić nam "głupia" dieta. Skóra w złej kondycji, spowolniony metabolizm, nieprzyjemny oddech, problemy trawienne, zły nastrój, a także niepłodność (!?). To wszystko przez nierozsądne żywienie i radykalne, nieprzemyślane diety....

 
Na 56. stronie jest krótka wzmianka (z dokładnie opisanym zdjęciem) o tym, co zrobić, aby podczas zwykłego marszu spalać więcej kalorii. W roku szkolnym (zgiń, przepadnij, są wakacje.!!!) przechodzę codziennie jakieś 40 minut- z autobusu na pociąg, z pociągu do szkoły i z powrotem, a więc te informacje mogą się przydać ;P.

Już drugi raz Be Active zamieścił pełną dietę na 7 dni z przepisami na wszystkie potrawy, na wszystkie 5 posiłków każdego dnia. Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem i jeśli będą to kontynuować w następnych numerach będę pod jeszcze większym wrażeniem.... Duży plus :D.

 
Na 89. stronie znajdziemy kilka sposób na poparzenia słoneczne- działanie natychmiast, długofalowe oraz zapobieganie. Wszystko naturalnie i prosto.

Interesujący jest też artykuł na temat soli. Są tutaj jej wady i zalety, a także kilka ciekawostek. Na następnej stronie mamy też rozróżnione poszczególne rodzaje soli oraz kilka przepisów na potrawy z jej użyciem. Całościowo- jak zwykle :).

Ostatni artykuł, który przykuł moją uwagę (no ok, nie ostatni, ale byłoby ich za dużo na jeden post... spodobały mi się jeszcze "Awiofobia w pigułce" o strachu przed samolotami, "Kuchnia w chmurach" oraz artykuł o obozowaniu z rodziną :P) dotyczy gumy do żucia. 8x TAK dla bezcukrowych gum oraz kilka minusów. Muszę poczytać....
 
Generalnie, jak chyba nietrudno zauważyć, jestem zachwycona tym magazynem i będzie mi dużo trudniej, niż w przypadku SHAPE'a  wybierać kilka "najciekawszych" artykułów, bo tutaj prawie wszystko mnie ciekawi. :P

Miłego czytania.!!
:*

piątek, 3 lipca 2015

Ewa Chodakowska w Sopocie :)

Dzień doberek.!

Ale się ostatnimi czasy dużo Ewki tutaj zrobiło... I dobrze, bo kochana babeczka z niej i jeszcze do tego tyle robi, że aż szok. Obiecałam ostatnio, że następny post będzie dotyczył kogoś innego, a to jest tylko krótka relacja, więc się nie liczy ;P.
 
27. czerwca na plaży w Sopocie, obok Zatoki Sztuki otwarto strefę Big Milk. Zaproszono takie gwiazdy, jak Maciek Musiał, Osi Ugonoh, Patricia Kazadi, Maffashion i Ewa Chodakowska. Tak, jak pisałam w przypadku warsztatów z Ewką (klik)- fajnie jest zobaczyć osoby z ekranu na żywo ;).

 
Kiedy wraz z koleżanką (pozdrowienia, Natalia :*) przybyłyśmy na plażę, pani prowadząca akurat rozrzucała lody ze sceny, co było z resztą nieodłącznym punktem programu. Potem przez jakiś czas nic się nie działo, a później weszła Ewka i oczywiście od samego początku dawała czadu *.* Gdyby jeszcze ekipa techniczna nie utrudniała jej pracy (kamerzysta stojący pół metra przed jej twarzą podczas treningu na pewno nie przeszkadza xD) to już w ogóle byłoby świetnie. Ciężko się ćwiczyło na piasku, ale Ewka przygotowała fajny zestaw i uda czułam jeszcze dwa dni później :D.
 
Po treningu Ewka podpisała kilka książek osobom stojącym najbliżej sceny, porobiła sobie z nami foteczki, nagrała filmik i... popłakała się ze szczęścia- na plaży było ok. 1000 osób :P
Kochana kobietka <3.

 
I to by było na tyle z pozytywnych aspektów tego wydarzenia. Ewka dała z siebie wszystko, jak zwykle, doładowała energią i do niej nic nie mam.
Ale do organizatorów... oj... Po tak dużej firmie, jak Algida naprawdę spodziewałam się lepszego ogarnięcia. Z racji tego, że to jest "moje miejsce w sieci", to mogę sobie ponarzekać, bo jest na co, sorry.
 
Po pierwsze: co chwilę zdarzało się, że na scenie nic się nie działo. Leciała jakaś muzyczka, ale ani nikt nic nie mówił do zebranych, ani nie proponował im żadnej aktywności. Co jakiś czas na scenie były przeprowadzane wywiady z gwiazdami, ale nie był puszczane przez głośniki, więc nikt z "tłumu" nie wiedział, o czym rozmawiają.
 
No właśnie... gwiazdy. To wszystko było, jak dla mnie, trochę na siłę. Zaprosili ich tam, żeby więcej osób przyszło- to jasne- ale chyba zarówno organizatorzy, jak i same gwiazdy nie za bardzo wiedziały, po co tam przyjechały.  Co jakiś czas wybiegali na scenę, robili selfie z ludźmi, nagrywali filmiki, lansowali się i zbiegali. Na dobrą sprawę tylko Maciek Musiał i Ewka zachowywali się jakoś tak... profesjonalnie.? Spokojnie.? Nie wiem...
 
 
Po Ewce przyszedł czas na rozgrzewkę z Patricią Kazadi, trening z Rafałem Maślakiem, a później rozciąganie z Maffashion (pomińmy fakt, że zanim dotarłam do domu i wygooglowałam dwie ostatnie gwiazdy, nie wiedziałam, kim są). Problem w tym, że większość zgromadzonych na plaży przyszło albo na trening z Ewą albo po autografy gwiazd i mało kto ćwiczył na następnych treningach.

Potem przyszedł czas na rozdawanie autografów. Gdybym była organizatorem takiej imprezy i zaprosiła gwiazdy tak naprawdę tylko po to, żeby spędzić ludzi, którzy chcą sobie z nimi gwiazdami zrobić zdjęcie i dostać autograf, to stworzyłabym do tego jakieś ludzkie warunki.
Nie, nie.! To byłoby za trudne. Lepiej wpuścić kilka gwiazd na scenę i niech się ludzie przepychają, niech się pozabijają pod tą sceną... To mi się bardzo nie podobało. Organizatorzy potraktowali zaproszonych gości, jak zwierzęta w ZOO, główną atrakcję, a zgromadzonych ludzi, jak... nawet nie wiem do czego to porównać... Słabe to było :(
 
Zostałam tam tylko po to, żeby dać Ewuni prezent, który dla niej przygotowałam, ale ona niestety się zwinęła i już nie wyszła. Mogła wyjść... Trochę smutek, ale cóż....
 
Może ja się starzeję.? Bo całe tłumy dziewczyn młodszych ode mnie o te kilka lat cisnęło się pod sceną... Może to tak po prostu wygląda, a ja się czepiam.? Dla mnie to już jednak była lekka przesada...
 
Przepraszam za taki pesymistyczny post, ale wróciłam z tego wydarzenia naprawdę zniesmaczona i gdzieś musiałam wylać swoje żale... I tak dotrze do niewielkiego grona odbiorców, bo nigdzie go nie udostępnię, więc... Następny będzie już na pewno bardzoo optymistyczny <3.

PS: Serdecznie zapraszam na swojego insta, gdzie (odkąd zaczęły się wakacje) wrzucam dużo propozycji zdrowego jedzonka (w domu i "na mieście"), a także relacje z tego, co danego dnia ćwiczę i różne inne zdjęcia. Może coś Was zainspiruje do jakiś zmian.? Pozdrawiam @gosiiaczek.

niedziela, 28 czerwca 2015

Warsztaty z Ewą Chodakowską (i nie tylko)- Gdańsk, 13.06.2015, partII *.*

Dzień doberek.!

Dzisiaj czas na drugą część relacji z tegorocznych warsztatów Ewą Chodakowską i mygirls w Gdańsku. Pierwsza część już na moim blogu (klik). Od razu mówię-tym, którzy nie przepadają za Ewką- że następny wpis będzie już o kimś innym ;P.

Następnym punktem programu był trening z Lefterisem Kavoukisem, mężem Ewki. Był bardzo podobny do zeszłorocznego. Na początku rozgrzewka i (zabójczy.!) trening na pośladki z butelkami. Potem podział na grupy i wzajemne dopingowanie. Wytwarza się wtedy świetna energia, wzajemna motywacja daje kopa i pracuje się na najwyższych obrotach. To ten trening osądzam o późniejsze trzydniowe zakwasy :D.


Następnie przyszedł czas na nieoczekiwane, nieplanowane wcześniej zajęcia z... (bardzo mi przykro, ale nie wiem, jak się nazywał ten chłopak... na pewno był przemiły, ale jak miał na imię.??) z hip-hopu. Bardzo fajna sprawa, gdyby nie to, że tego dnia świętowałam swoją osiemnastkę i miałam tragicznie ograniczony czas. Musiałam się jak najprędzej zwijać do Wejherowa. Nie mogłam więc skorzystać możliwości potańcowania, ponieważ chciałam zrobić sobie jeszcze fotkę z Ewą, Lefterisem i... dać im zaproszenie na moją imprezę.
Już tłumaczę, dlaczego. Ewa ma urodziny dokładnie tego samego dnia, co ja (24.02), a moja osiemnastka wypadła w dzień jej warsztatów w mojej okolicy, więc niegrzeczne wręcz, byłoby jej nie zaprosić. W dodatku, pomimo tego, że Ewka właściwie mnie nie zna, ja czuję się, jakby była moją dobrą znajomą- przez Snapa, Insta i Facebook'a ;). Zdawałam sobie sprawę, że na pewno mają już plany na ten wieczór, więc napisałam w środku jeszcze kilka słów dla Ewki i... musiałam przekazać zaproszenie Lefterisowi, bo Ewa się gdzieś ulotniła...

 
Poszłam zrobić sobie jeszcze foteczki z Zakręconymi (klik), które poznałam na tych właśnie warsztatach, po drodze spotykając jeszcze Tomka Choińskiego, który ubolewał nad tym, że nie mogę zostać na jego treningu, ale życzył mi udanej imprezy i zrobiliśmy sobie jeszcze jedną fotkę, bo "Tomek, ale na tamtej nie widać mi włosów i muszę mieć jeszcze jedną.!"
Spakowałam się i, kiedy usłyszałam, że Tomek już daje czadu na scenie, poszłam porobić chociaż fotki na bloga (tak chciałam zostać na jego treningu.... :((( ). Na korytarzu natknęłam się na... Ewkę, która miała wrócić dopiero za jakieś pół godziny, ale szła już na salę podpisywać książki.! *.* Opowiedziałam jej szybko o zaproszeniu, o imprezie, ale ona przeprosiła i powiedziała, że niestety mają już plany na ten wieczór. Niemniej jednak życzyła spóźnionego "wszystkiego najlepszego", zrobiłyśmy sobie selfie i uścisnęłyśmy. Teraz mogłam już wracać do domu :D.


Przy wyjściu dostałam prezent, a w środku upominki od sponsorów- płatki Fitness, dezodorant Adidasa (bardzo ładnie pachnący dezodorant Adidasa :D), maszynki i żel do golenia BIC, ulotkę SMARTa i płytkę ze Skalpelem Wyzwanie Ewki- dokładnie taką samą mam z zeszłorocznych warsztatów, dlatego niedługo możecie się spodziewać jakiegoś mini konkursu ;)
 

Ogólnie jestem bardzo zadowolona, że znowu pojechałam na warsztaty. Ewka swoją maleńką osóbką daje tyle energii i motywacji, że starczy dla wszystkich obecnych na sali. Do tego spotkać osoby, które ogląda się tylko na ekranie (telewizora, komputera, czy komórki) to zawsze fajne przeżycie :). Impreza była bardzo dobrze zorganizowana (w przeciwieństwie do treningu otwartego w Sopocie, ale o tym w tygodniu ;) ), gdyby nie ten żar na sali. Mam nadzieję, że uda mi się namówić mamę na krótki wypad do Warszawy w te wakacje i będę mogła wpaść na trening do studia BeActive <3.

A tutaj tłumaczę Tomkowi, że naprawdę go przepraszam, że go zatrzymuję, ale mam dzisiaj osiemnastkę - wszystkiego najlepszego (przytulas)- i mam ultra-mało czasu i nie zostanę na fotkach, a jak już tu jest, to chciałabym zdjęcie :D

 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pierwszy numer BeActive *.*

Dzień doberek.!
 
Magazynu BeActive wyczekiwałam odkąd Ewa Chodakowska (Redaktor Naczelna) ogłosiła jego powstanie kilka miesięcy temu na Facebooku. Byłam już trochę znudzona SHAPE'em i wiele rzeczy mnie w nim denerwowało. BeActive miało szansę zająć jego miejsce i wykorzystało ją w 150%. (co do prenumeraty, to jestem na etapie kombinowania kasy :D). 
Jestem mega pozytywnie zaskoczona tym czasopismem- spełniło moje oczekiwania i nie zawiodło. Odpowiada mojej filozofii zdrowego trybu życia (wytłumaczę to stwierdzenie później ;) ).


Na okładce widzimy oczywiście Ewę Chodakowską we własnej osobie. Uważam, że całkowicie należy jej się to miejsce na pierwszej okładce magazynu, którego jest pomysłodawczynią. Gdybym znała ją osobiście i przy jej natłoku obowiązków powiedziałaby mi, że chce zacząć wydawać magazyn chyba bym jej to odradzała. Ale Ewka znowu pokazuje, że można, że ograniczenia tworzymy sobie sami.
W dniu, w którym gazeta weszła do kiosków kupiłam ją w drodze do szkoły i na lekcjach (czerwcowych lekcjach, więc ultranudnych) kilka osób-dziewczyn i chłopaków-mi ją zabrało. Wszystkim bardzo się podobała. A to przepisy, a to okładka (faceci...), a to sam fakt, że "Chodzia wydała gazetę". Więc coś w tym musi być ;).

Pierwszy trening w BeActive zaproponowała Agnieszka Szulim i Ewa Chodakowska. Pokazują trening w parze. Na początku mojej fitnessowej drogi nie wyobrażałam sobie takiego treningu... No jak.? Ktoś ma widzieć, jak nie daję rady.? Mam przy kimś tracić dech.? Ale teraz już rozglądam się za jakimś kompanem do treningów.
Pod koniec numeru znajduje się natomiast krótki trening, w którym Ewka proponuje ćwiczenia możliwe do wykonania na plaży- bez sprzętu, bez butów, bez maty :)

 
Pierwszy artykuł dotyczący spraw około-dietowych jest o błonniku. Dlaczego warto go jeść.? Skąd go czerpać.? Są tutaj także przykładowe przepisy na dania (śniadanie, lunch, obiad, kolacja i przekąski) zawierające dużą porcję błonnika.

Malownicze zdjęcia i interesujący tekst znajdziemy na stronie 46. "Biegi górskie. Poczuj się jak Indiana Jones". Ciekawy temat, który został dość szczegółowo opisany. Od planowania trasy, przez przygotowanie sprzętu, treningi, po przekąski w biegu.
Podoba mi się, że żaden temat w tej gazecie nie jest tylko "rzucony". Jeśli jest zajawka o biegach górskich, to nie wygląda "Cześć. Jestem Ania. Biegam po górach i jest świetnie.", tylko temat jest opisany całościowo, od A do Z.

 
Pozytywne wrażenie wywarły na mnie w BeActive przede wszystkim przepisy. Nie ma tutaj miejsca dla "trawy cytrynowej z południowych Chin" albo innych super-niedostępnych (a już w ogóle nie w mojej wiosce) produktów. Wszystko, czego potrzebujemy do przygotowania tych pysznie wyglądających dań znajdziemy w każdym sklepie. Na stronie 74. zaczyna się jadłospis na 7 dni (!!5 posiłków dziennie, 1500kcal na dzień!!) z przepisami na każde danie. Kilka zostało już wypróbowanych przez koleżanki z klasy i smakowało wyśmienicie. Może jak zniknęła już wymówka pod tytułem "takich składników to ja nigdzie nie dostanę", wezmę się w końcu za to nieszczęsne gotowanie... :D

Kilka stron później dokładnie opisany jest trening TABATA. Historia, badania na jego temat, przebieg treningów oraz co nam one dają. Znajdziemy tutaj też, oczywiście, mnóstwo wskazówek, a także przykładowe ćwiczenia i sposób ich wykorzystania.

 
"Zielone koktajle" to kolejna strona, która przykuła moją uwagę. Muszę zacząć pić takie napoje, gdyż moja dieta jest stosunkowo uboga w żelazo. Nie jem szpinaku, pomidorów, buraków, ani czerwonego mięsa, a takie zielone shake'i to bogactwo żelaza. I znowu- nie znajdę w tych przepisach mleka kokosowego i wyciągu z liści jakiegoś magicznego kwiatka, tylko zwykłe, ogólnodostępne produkty.

Kilka stron dalej znajduje się artykuł dotyczący jadalnych kwiatów. Opisane są ich zalety, a także podane przepisy z ich wykorzystaniem, listy kwiatów jadalnych i trujących, a także tych, które alergicy mogą przyjąć niezbyt pozytywnie. Znajdują się tutaj także wskazówki dotyczące zakupu jadalnych kwiatów. Znów- temat opisany kompleksowo, ale nie za długo (kolejna zaleta- artykuły są krótkie, rzadko mają więcej niż dwie strony- komuś może się to nie podobać, ale mi to bardzo odpowiada).

 
Tej części gazety jeszcze nie czytałam, ale cztery kroki do porządnej motywacji brzmią ciekawie. Oparte o badania doktor psychologii, znajdują się na stronie 96.

"Nie karm cellulitu" to kolejny nagłówek, który mnie zainteresował. Ten temat był już wielokrotnie, w wielu miejscach wałkowany i jestem baardzoo ciekawa, co powie na to BeActive. Użeram się z cellulitem od zawsze i pomimo już ponad rocznych ćwiczeń, nadal nie widzę spektakularnych rezultatów... -.-'

 
Ostatnim artykułem, który przykuł moją uwagę i na pewno go niedługo przeczytam jest "Przełam rutynę" na stronie 142. Dotyczy on niestandardowych aktywności podczas wypoczynku w Polsce i za granicą. Mamy tutaj kajaki, nurkowanie, jaskinie, via ferraty (cokolwiek to jest) i kilka innych. Z tego co widzę, podany jest krótki opis aktywności, potrzebny sprzęt i wskazówki włączające najlepsze miejscówki jak i pomocne strony internetowe. Wspaniale.! :)

Kolejnym atutem BeActive jest jego interaktywność. Po ściągnięciu darmowej aplikacji Tap2C można uzupełniać treści z magazynu różnymi filmami, zdjęciami i artykułami dostępnymi on-line po zeskanowaniu odpowiedniej strony. Jeszcze tego nie testowałam, ale mam nadzieję, że działa dobrze ;).

Magazyn nie jest oczywiście bez skazy. Mnie, jako estetkę i hiper-poprawną-gramtycznie humanistkę bolą literówki i drobne błędy w edycji, ale myślę, że to ulegnie poprawie i następne wydanie będzie już bliskie perfekcji.

Miałam jeszcze wytłumaczyć, o co chodzi mi z tą filozofią zdrowego trybu życia. W SHAPE denerwowały mnie diety typu "jedz same surowe warzywa, będziesz chudy i zdrowy" albo "pij tylko soki, reszta jest niepotrzebna". Irytowały mnie też treningi "efekty widoczne już po trzech treningach" lub "schudnij w dwa tygodnie". Po półtorej roku trenowania, w miarę zdrowego odżywiania i 15 zrzuconych kilogramów dobrze wiem, że takie zastrzyki zdrowego żarełka, czy krótkotrwała aktywność fizyczna nie dadzą spektakularnych efektów. Tylko długofalowe, wytrwałe działanie owocuje w skutki. Najlepiej po prostu zmienić swoje życie- wtedy nie trzeba będzie "chudnąć do wakacji, do Sylwestra, do karnawału itd. itd.".
BeActive (póki co) nie serwuje czytelnikom żadnych takich rewelacji. Mam ogromną nadzieję, że to się nie zmieni :).

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Warszataty z Ewą Chodakowską (i nie tylko)- Gdańsk, 13.06.2015, part I *.*

Dzień doberek.!

Jak pewnie większość z Was wie, w ubiegły weekend w Centrum Sportu Akademickiego Politechniki Gdańskiej (tam, gdzie w zeszłym roku) odbyły się już drugie (relacja z zeszłego roku: klik1, klik2) warsztaty z Ewą Chodakowską (i Tomkiem Choińskim, i Lefterisem Kavoukisem, i Maćkiem Jopkiem) w Trójmieście <3.
Była mega energia (i temperatura xD), fantastyczni ludzie, moc, endorfiny i czego jeszcze dusza zapragnie :D

Przed rozpoczęciem- na sali było duuużooo ludzi :D

Od samego początku było inaczej niż w zeszłym roku- przy wejściu była taka kolejka, że aż się przeraziłam. Dostałam bransoletkę i OSHEE na drogę i widząc takie tłumy ludzi, najpierw popędziłam na salę, żeby zaklepać miejsce. Już po drodze spotkałam Kaśkę (jej fanpage- klik), z którą miałyśmy się spotkać na miejscu. Dołączyłam do reszty Zakręconych, przedstawiłam się i poszłam do szatni (tej samej, co rok temu) się przebrać.


Jedyne, co przeszkadzało w tę sobotę od samego początku to temperatura... Na sali było tak strasznie gorąco, że wykonało się kilka powtórzeń i zgon. Trening Ewki był oczywiście wymagający, ale w domu zrobiłabym go bez problemu, a tam... Plank, na przykład, byłam w stanie utrzymać tylko przez jakieś 10 sekund i padałam na twarz. Po pierwszym treningu bluzkę miałam tak mokrą, jakbym wyszła spod prysznica >.<


 Jako pierwsza była Zumba z Maćkiem Jopkiem (jego fanpage-klik). Wspaniała energia, jak na każdym zumbowym treningu. Ja uwielbiam ten rodzaj aktywności fizycznej, więc świetnie się bawiłam. Według planu, pierwszy miał być trening z Ewką, ale plany się pozmieniały.
W zeszłym roku rozpoczęcie było bardziej energetyczne, bo poleciała bardzo głośna muzyka, team wbiegł na scenę, przywitali się i wtedy się wszystko zaczęło, ale...

Trening Ewki był oczywiście na wypasie. Dużo nowych ćwiczeń już od rozgrzewki, a na zakończenie- ćwiczenia w parach, ku lepszej motywacji. Ewa oczywiście do nas zbiegła i przez chwilę nawet dopingowała mnie i moją partnerkę (pozdrowienia, Karolina, jeśli jakimś cudem to czytasz :*) stojąc koło nas. Po skończonym treningu, tradycyjna fota i filmik "Jak się bawicie.!? AAAOUUAAAOOAAA.!!! <3."


Następnie było spotkanie z dietetykiem, czyli chwila wytchnienia. Niestety nie byłam na całości, ani nawet na większej części, bo musiałam się przebrać z całkiem mokrych ubrań i coś zjeść. Ale chwilę posłuchałam. I znowu- zeszłoroczna forma podobała mi się bardziej. Tomek zebrał nas "do kupy" z przodu sali, a pani dietetyk (przepraszam, ale nie wiem, jak się nazywa) chodziła z mikrofonem po sali i... no nie wiem xD

Nie myślcie, że narzekam czy, że mi się nie podobało.! Nic z tych rzeczy.! To są szczegóły, a całościowo oczywiście było wspaniale i jeśli będę mogła to w przyszłym roku też jadę.!! Ale byłam już drugi raz, mam porównanie i wtedy podobało mi się bardziej :P

Tomek Choiński został napadnięty w drodze za kulisy... Tak to jest jak się chadza po sali ;D
Na dzisiaj to już wszystko- nie chcę, żeby posty były za długie, więc drugą część wstawię za jakiś czas. Został jeszcze trening z Puzlem, Hip-hop, przypadkowe spotkanie z Ewą na korytarzu i prezenciki. Zapraszam.! :*

PS1: Już jutro wychodzi pierwszy numer magazynu Ewy Chodakowskiej "Be Active" *.*
PS2: Nadal zapraszam na swojego insta (@gosiiaczek), gdzie wstawiam.... wszystko, co się u mnie dzieje ;)

 

sobota, 7 lutego 2015

Słoiczek motywacji *.*

Dzień doberek.!

Jak wspominałam jakieś dwa posty temu (klik), niedawno zrobiłam coś takiego jak słoiczek motywacji. Z nastaniem nowego roku postanowiłam wprowadzić do swojego stylu życia poważne zmiany. Obowiązkowe trzy treningi w tygodniu i bardziej rygorystyczne przestrzeganie diety (piję tylko wodę i herbatę- żadnych soków 100% itd, jem tylko ciemne pieczywo choć też nie codziennie i różne inne). Zobaczyłam bowiem roczną metamorfozę na profilu Ewy Chodakowskiej, która zwaliła mnie z nóg i pomyślałam sobie "kurczę, przecież ja też ćwiczę rok, a jakoś tak spektakularnych efektów nie odnotowałam xD". Od razu wiedziałam, że może bywać trudno więc zrobiłam sobie mój słoiczek motywacji <3.
 
 
W słoiczku znajduje się około 120 różnokolorowych karteczek z krótkimi tekstami, które mają mnie motywować do działania w chwilach załamania. Mniej więcej 3/4 zapełniłam sama- usiadłam do biurka i pisałam aż do wyczerpania pomysłów. Potem dopisałam jeszcze trochę z Dziennika Fitness Ewki i tak się jakoś uzbierało. Sam pomysł na słoik z karteczkami wzięłam z internetów, gdzie jakiś czas temu krążyły zdjęcia wielkiego słoika- prezentu od chłopaka dla dziewczyny, w których zawarł 365 karteczek na różne tematy na każdy dzień roku.
 
 
 
Zdobienie jest wynikiem mojego pomysłu i wcześniejszych bardziej lub mniej udanych prób zdobienia szkła ;-). Wykorzystałam do tego (stare jak świat) farbki do malowania witraży dla dzieci, tyle że nie malowałam na folii przekładając to później na słoik, tylko od razu na słoiku. Najpierw namalowałam czarne linie i dałam im wyschnąć, a następnie etapami wypełniałam kolorami, gdyż łato ściekają z okrągłej powierzchni. A sam słoik pożyczyłam sobie z piwnicy :D.
 
Nawiasem mówiąc takie zdobienie jest świetną opcją na świecznik. Nie wiadomo co sprezentować koleżance, to może świecznik handmade.? Ten nie był do tego przystosowany, lepszy byłby mniejszy i w innym kształcie, ale wystarczy poszukać ;).
 
 

środa, 10 września 2014

Płyta Turbo Wyzwanie Ewy Chodakowskiej- opinia

Dzień doberek.!
 
Dzisiaj chciałabym napisać co nieco na temat mojego nowego nabytku, czyli płyty z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej "Turbo wyzwanie- pogromca cellulitu". Przed czteromiesięcznym wyzwaniem, które zaczęło się we wrześniu (i do którego serdecznie zapraszam- fp Ewki na Facebooku) Ewa dwukrotnie zrobiła promocje na swojej stronie. Wszystkie materiały były przecenione o połowę, więc nabyłam dwie płytki- Turbo wyzwanie i Skalpel II, którego recenzja też się kiedyś tutaj ukaże ;).
 
 
Na okładce możemy przeczytać, że ten program "to intensywna kombinacja ćwiczeń kardio i siłowych, które spalają maxymalną ilość kalorii w trakcie trwania treningu i jeszcze długo po jego zakończeniu.". Opis jest bardzo trafny. Osobiście lubię zestawy, w których ćwiczenia  siłowe przeplatane są ćwiczeniami kardio. Czuję wtedy, że pracuję nad poszczególnymi partiami ciała jednocześnie pozostając cały czas na wysokich obrotach i spalając tkanką tłuszczową. Między innymi dlatego ta płytka bardzo przypadła mi do gustu od pierwszego treningu. Jest on bardziej podobny do Turbo Spalania, niż do Skalpela i jest (wg mnie) na podobnym poziomie zaawansowania, co ten pierwszy. Bardzo fajną sprawą jest, że ćwiczenia są prezentowane w wersji dla początkujących i dla bardziej zaawansowanych, co pozwala dostosować go do własnych potrzeb i możliwości.
 
Cały trening rozliczony jest w czasie- 20 sekund na każde ćwiczenie, 10 sekund przerwy i 20 sekund na kolejne ćwiczenie i podzielony na 8 rund. Każdy robi w swoim tempie, tak szybko jak może, ale przede wszystkim dokładnie. Wszystko poprzedzone jest oczywiście rozgrzewką, a zakończone rozciąganiem. W tym zestawie znajdziemy kilka typowych, "ewkowych" ćwiczeń, ale też wiele nowych, które szybko przypadły mi do gustu. Pracują wszystkie mięśnie (z plecami i ramionami włącznie).
 
 
Kolejnym plusem jest ewolucja samej Ewy. W Skalpelu, Turbo Wyzwaniu i Killerze była jeszcze trochę sztuczna (?), spięta (?)... w każdym razie "nie-ewkowa". W swoich własnych produkcjach jest już sobą. Podoba mi się, że czasami łapie zadyszkę, a pod koniec widać, że jest zmęczona, spocona i, że też naprawdę pracowała. Nie wiem jak innych, ale mnie dołuje w niektórych filmikach, że prowadzący przez cały czas swobodnie mówi, a na koniec wygląda jakby dopiero miał zacząć. Na tej płycie tak nie jest, bo przecież nawet najlepsi kiedyś potrzebują złapać oddech, prawda?
 
Kto nie lubi Ewy Chodakowskiej niech nie liczy na to, że tym razem nie będzie cały czas po swojemu motywować do pracy i dopingować do działania. Kto Ewkę lubi na pewno nie będzie zawiedziony :).


sobota, 19 lipca 2014

Dziennik...

Dzień doberek.!


Dzisiaj opiszę jakie zalety widzę w prowadzeniu dziennika fitness po siedmiu miesiącach posiadania takowego. Ja mam "Twój dziennik fitness. Rok z Ewą Chodakowską", która Ewka napisała razem ze swoim mężem Lafterisem Kavoukis. Pomimo tego, że sprawdza się świetnie i z całego serca go polecam to wiem, że równie dobrze mogłabym posiadać zwykły kalendarz, czy nawet zeszyt i założę taki, kiedy w tym skończy się już miejsce ;).

Chodzi tylko o to, aby przez cały czas monitorować swoje działania- aktywność fizyczną (jej częstotliwość i długość), odżywianie i postępy. Pomysł na sprawdzanie swoich poczynań jest bardzo dobry i naprawdę się sprawdza. Dzięki temu, że zapisuję kiedy ćwiczyłam, kiedy nie i czy mojedni są raczej na piątkę, czy trójkę (5- zero "grzeszków" i pięć pełnowartościowych posiłków; 3- jedno odstępstwo lub mniej posiłków; 1- więcej niż dwa odstępstwa lub nieregularne posiłki) mam wgląd w to, czy naprawdę wzięłam się w końcu do roboty, czy oszukuję sama siebie i na dobrą sprawę tylko jeden raz udało mi się mieć piąteczkę, a ćwiczyłam zaledwie dwa razy. Potem mogę sama siebie zdyscyplinować ;)


Ok. Plusy posiadania dziennika fitness w ogóle już opisałam, więc teraz zajmę się tym konkretnym dziennikiem od Ewki i Lefterisa. Na pierwszych stronach jest wstęp i dokładne wskazówki do tego jak używać książki. Znajdziemy tam między innymi skalę oceniania za odżywianie, którą opisałam wyżej, ale także jakich efektów możemy się spodziewać przy jakich wynikach. Są też wskazówki jak zapisywać różne rodzaje treningów, a także podstawowe błędy we wprowadzaniu zmian. Na następnych stronach znajdziemy już właściwą treść dziennika czyli ćwiczenia, tabelki, ramki i tak dalej ;).


Każdy miesiąc zaczyna się zdjęciem Ewki i krótką motywacją. Później przychodzi czas na tabelkę miesiąca. Każdy dzień ma swój kwadracik, w który wpisujemy ocenę za odżywianie, długość oraz rodzaj (w lewym dolnym rogu mamy ściągę) aktywności fizycznej. Po prawej stronie mamy też wypunktowane zasady, których musimy się trzymać, aby osiągnąć najlepsze efekty.



Po tabelce znajdziemy cztery ćwiczenia ze zdjęciami i opisem, który jest bardzo szczegółowy. Jest tam dokładny opis pozycji wyjściowej oraz ruchu, a także uwagi (na co trzeba uważać i czego unikać) oraz oddech i wyszczególnione mięśnie zaangażowane podczas ćwiczenia. Potem przychodzi czas na, powiedziałabym, ciekawostki. Opisane są: jeden składnik odżywczy, na który warto zwrócić uwagę, najczęściej zadawane pytania oraz jedna ważna informacja. Następnie przechodzimy do miejsca, gdzie możemy zapisywać dokładniejsze notatki z każdego dnia. Jest tabelka na nastrój oraz wolna kartka. Można tam zapisać swoje najróżniejsze spostrzeżenia, ale też poszerzyć zapiski z tabelki. Odnotować ilość powtórzeń w różnych zestawach, poziom zmęczenia, czy dokładny jadłospis z danego dnia. 


Na koniec czeka na nas strona "Efekty miesiąca". Jest tu miejsce na zdjęcie i pomiary poszczególnych części ciała. Są też pola, w których wpisuje się liczbę dni aktywnych oraz ilość dni na piątkę, trójkę i niedopuszczalnych pod względem odżywiania. Na koniec wystawiamy sobie ocenę, notujemy co jeszcze powinniśmy poprawić i przechodzimy do następnego miesiąca :).


Bardzo polecam prowadzenie dziennika tego typu. Niekoniecznie tego Ewy, chociaż naprawdę jest super, ale w ogóle. Ja od razu odnotowałam skok w częstotliwości treningów i postęp w zmianach w odżywianiu, bo mam to wszystko pod kontrolą. Dobra sprawa w szczególności dla początkujących.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Warsztaty z Ewą Chodakowską (i nie tylko). Gdańsk, 28.06, part II


Dzień doberek.!

(W poprzednim poście <klik> opisałam pierwszą część warsztatów z Ewą Chodakowską, które odbyły się 28.06 w Gdańsku. Teraz druga część- zumba, trening z Tomkiem Choińskim i podsumowanie).

Panorama hali, na której ćwiczyłyśmy. Jeszcze przed rozpoczęciem warsztatów.

Po przerwie przyszedł czas na zumbę z Martą Frankel. Już ostatnio, kiedy miałam do czynienia z tego typu treningiem, byłam nim zafascynowana i prawdopodobnie zapiszę się na takie zajęcia jeszcze w te wakacje. Ogrom energii i optymizmu, a przy okazji spalanie kalorii, czego w ogóle się nie czuje. Wspaniała sprawa i do tego jeszcze w rytm muzyki, która jest nieodłączną częścią każdego mojego treningu. Trochę słabe było, że część dziewczyn lekceważyła zajęcia z Martą i stała w kolejce po podpis Ewy. Na szczęście Ewunia szybko się z nimi uporała (tylko pięć dziewczyn mogło stać w kolejce) i wszystko było ok. :) Marta natomiast jest wulkanem energii (może doczekam się płyty z jej treningiem ;D).

W oczekiwaniu na zumbę... chyba ;)

Potem znów piętnaście minut przerwy i zajęcia z Tomkiem Choińskim. O MATKO.! Miałam ochotę kopnąć go w kostkę (o czym nie omieszkałam go poinformować przy okazji robienia fotki :D ) jak za którymś razem zadał nam tak ciężkie ćwiczenia, że ledwo trzymałam się na nogach. Jakby tego było mało przez cały czas bacznie obserwował całą salę. W przysiadzie na moment podparłam się łokciami, zaraz usłyszałam w głośnikach "Ale nie podpieramy się na łokciach!" :). W tle leciała głośna, szybka, energetyczna muzyka, a Tomek motywował nas ze sceny... i nie tylko. Gdy widział, że nasza aktywność spadała (hmmm... może dlatego, że byłyśmy już na czwartym treningu tego dnia? ;) ) zeskakiwał na dół i biegał między nami.

Pod koniec wszystkie dziewczyny rozchodziły się w różnych kierunkach, aby uzupełnić kolekcję podpisów i zdjęć ze wszystkimi prowadzącymi. Ewunia wyszła do nas, ale już bidula nie mogła mówić i ledwo trzymała się na nogach. Ale ja jestem jej wdzięczna za to, że wymyśliła takie warsztaty, zorganizowała je i, że mimo choroby z nami była i wspierała uśmiechem oraz ciepłym słowem <3. 

Kolejka do zdjęcia z Tomkiem Choińskim ;). My czekamy na Ewkę.

Przy wyjściu (wyszłyśmy jako ostatnie...) czekała na nas torebka z płytą Skalpel Wyzwanie i dwoma próbkami kosmetyków z Adidasa. Bardzo miłe pożegnanie. Dziewczyna z obsługi postawiła krzyżyk na naszych bransoletkach i nasz udział w warsztatach dobiegł końca. Wyszłyśmy ZMĘCZONE, ale SZCZĘŚLIWE <3.

Prezenty :D

Po każdym z treningów byłam mokra, jakbym wyszła spod prysznica, ale zadowolona. Zdawałam sobie sprawę, że jeszcze rok temu nie dałabym rady zrobić choćby rozgrzewki z żadnej części, a teraz dałam radę.! Dałam radę i wcale nie odstawałam od reszty dziewczyn na sali.! ;). Moc endorfin i błogostan na sam koniec- piękna sprawa. Tak jak pisałam w tamtym poście: jeśli w przyszłym roku będę miała szansę wziąć w czymś takim udział, na pewno wezmę.! :D Z serca gratuluję i dziękuję całej ekipie, która dbała o nas tego dnia. Zaserwowaliście nam niezapomniane wrażenia i moc pozytywnej energii.! <3.

Pamiątka w dzienniku fitness <3. (podpis Ewy z poprzedniego spotkania w Rivierze ;) )