poniedziałek, 25 lipca 2016

Początek podróży i egzamin w Łodzi


Dzień doberek!

Od razu przejdę do rzeczy, wstęp był w poprzednim poście (klik) ;) 
(OPIS SAMEGO EGZAMINU JEST NIIIŻEEEJ)


Moją wielką podróż zaczęłam 20 czerwca od prawie-spóźnienia się na SKMkę w Wejherowie. Kiedy jednak okazało się, że mój pociąg wcale mi nie uciekł i wsiadłam do właściwego, urwałam pierwszą (nie, nie, nie ostatnią!) rączkę w mojej walizce >.< Nie ma to, jak dobrze rozpocząć dzień :) 


Musiałam  dojechać  do  Gdyni Głównej
i tam przesiąść się na Pendolino. Pierwszy raz podróżowałam w Strefie Ciszy (opcja do wybrania przy kupowaniu biletów- ostatni wagon ;) ) i muszę przyznać, że to było wspaniałe <3 Nikt nie gadał przez telefon, nie urządzał sobie small talk, ani nic z tych rzeczy- mogłam, bez słuchawek, powtórzyć teksty, poczytać książkę i jeszcze się zdrzemnąć :)


Tego dnia byłam niesamowicie podekscytowana tym, że to JUŻ, że te całe EGZAMINY, o których trąbiłam od ponad roku zaczynają się następnego dnia. Trochę to do mnie nie docierało, ale siedziałam już w pociągu do Warszawy! Tam przesiadka do Łodzi, nocleg i... pierwszy egzamin O.o

Wolny przedział <3
Na Dworcu Centralnym przeżyłam mini zawał serca, bo na ekranie "Odjazdy" nie było mojego pociągu. Miałam jechać o 15:04 do stacji Łódź Chojny pociągiem nr 19159, a na ekranie widniał jedynie nr 19158, do stacji Łódź Kaliska o 15:05. Zaczęłam odrobinkę panikować, ale ostatecznie okazało się, że pociągi z Centralnego zawsze odjeżdżają nieparzyste (no tak, jak mogłam tego nie wiedzieć!) i ten, który widniał na rozkładzie był tym, do którego miałam wsiąść. 


Kiedy kupowałam bilety, trochę przeraziła mnie informacja "Brak gwarancji miejsc do siedzenia", ale nie było tak źle... --->

Nietrudno się połapać, że na ASP
papierów nie składałam, ale uważam,
że te rysunki są urocze i będę je tu wstawiać!
Łódź... niestety od początku mnie nie zachwyciła. Stacja Łódź Chojny leży chyba w najbrzydszej okolicy, jaką mogłam wybrać, w dodatku przywitały mnie zachmurzone niebo, mżawka i bolesna świadomość jak ciężka jest moja walizka. Oczywiście uśmiech nie schodził mi z twarzy, bo dlaczego jakiś głupi deszcz miałby mi odebrać cały zapał i dobry humor? No bez przesady. Połaziłam sobie jeszcze z jednej strony dworca na drugą w poszukiwaniu odpowiedniego tramwaju i nareszcie dotarłam na nocleg. 

...co wcale nie było takie łatwe, gdyż oznaczenie przystanków komunikacji miejskiej w Łodzi może wyprowadzić z równowagi, nawet jak nie ciągnie się ze sobą walizki ważącej jakieś 25 kg. Otóż: nazwy przystanków są dwuczłonowe, np. Kilińskiego- Poznańska. Pierwszy człon, to nazwa ulicy, po której jedzie tramwaj, a drugi- ulicy, która w pobliżu przystanku przecina tę pierwszą. Wszystko fajnie, ale jak jest się pierwszy raz w Łodzi i korzystając z aplikacji jakdojade usiłuje się dostać do jakiegoś punktu, ciężko jest się połapać:



Przed pójściem spać, poszłam jeszcze zjeść obiad i pojechałam do po taśmę klejącą, żeby móc przykleić latający uchwyt od mojej nieszczęsnej walizki. Przy okazji zemściło się na mnie to, że nie chciałam wziąć z domu takiej właśnie taśmy, kiedy mój brat mi ją proponował...

To pierwszy dzień w Łodzi.
Nie opuszczał mnie optymizm.
Teraz wiem: słowem kluczem
w tym podpisie jest: "gdzieniegdzie"

Następnego dnia, wstałam ponad półtorej godziny przed tramwajem, żeby zdążyć się pomalować, zrobić włosy i przede wszystkim rozgrzać twarz i resztę ciała. Nie wiem, po co, skoro egzamin miałam dopiero pięć godzin później, ale... o tym później ;)


Dojechałam pod Filmówkę i stwierdziłam, że tutaj chciałabym studiować najmniej. Po drodze nie było ani jednego ładnego miejsca. Same opuszczone fabryki, magazyny na sprzedaż i brzydkie, brudne budynki... Jestem estetką i kocham takie miasta, jak Kraków, czy Praga i chyba zachorowałabym na depresję, gdybym codziennie, w drodze do szkoły miała mijać takie paskudztwa. 






(EGZAMIN)

Przed szkołą i w środku stało sporo osób. Na początek trzeba było pójść do Dziekanatu i potwierdzić przybycie. W tym momencie można było wymienić jeszcze dokumenty albo teksty. Potem skierowali nas do jednego pomieszczenia, w którym czekaliśmy na swoją kolej. Całe szczęście, od razu spotkałam swoją znajomą z zajęć z Gdańskiej Szkoły Artystycznej (w której przygotowywałam się do egzaminów i o której na pewno wrzucę oddzielny post), bo czekanie trwało dłuuugooo. 


Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że egzamin w Łodzi był najsłabiej  zorganizowany    (na swoją kolej czekałam ponad 4 godziny)
i czułam się najmniej sprawdzona przez komisję. Ogólnie: zdążyłam się kilka razy na nowo zestresować i uspokoić, dwa razy od nowa rozgrzać, milion razy pójść do toalety, ze trzy razy przeczytać nazwiska absolwentów na korytarzu i takie tam :P


Na mojej liście (jednocześnie działały cztery, czy pięć komisji) byłam czwarta od końca i w turze na 9:30 weszłam jako czwarta od końca. Kiedy pozostałe komisje rozpoczynały już drugą turę, u nas zostało jeszcze pięć osób. Tego dnia Polska grała mecz na Euro i panowie z pozostałych komisji spieszyli się do domu- u nas przewodniczącą była wiekowa pani profesor i Euro jej chyba nie ruszało.

Zostałam poproszona przez studenta przed salę i za zamkniętymi drzwiami, czekałam na korytarzu na swoją kolej. Przy okazji muszę dodać, że "obsługą techniczną" całych egzaminów zajmują się studenci pierwszego roku, którzy służą pomocą i są bardzo życzliwi. Ci w Łodzi byli naprawdę mili, odpowiadali na każde pytanie, ale też nie narzucali się z jakimiś pogawędkami, czy poprawianiem humoru. Byli wtedy, kiedy byli potrzebni. Ułatwiali nam życie, jak tylko mogli.

Kiedy weszłam do środka, starsza pani profesor spytała, co chciałabym powiedzieć. Wybrałam wiersz "Spóźniony słowik" J. Tuwima, bo w tym czułam się najlepiej (najdłużej go znałam, robiłam na nim dużo zadań aktorskich). Na ostatnich konsultacjach, aktorka która przygotowywała mnie przez ostatnie pół roku pod względem interpretacji tekstów, doradziła mi, aby podczas mówienia tekstów patrzeć tutaj:


Komisja miała mieć wtedy możliwość skupić na ocenianiu mnie, a nie wchodzeniu w interakcje. Niestety pani profesor zwróciła mi uwagę: "Ale pani Małgorzato, dlaczego pani tego tekstu w ogóle nie powiedziała do nas?". Odpowiedziałam, że w takim razie cały następny powiem TYLKO do nich. Wybrałam fragment "Nany" E. Zoli- wypowiedź głównej bohaterki, kokietki. Miałam powiedzieć go siedząc na krześle. 

Ok.

Pani profesor: Proszę teraz uwieźć tym tekstem tego pana profesora.

Ok.

Pani profesor: Ale bardziej jak kobieta, a nie jak dziewczynka.

Ok.

Pani profesor: Proszę teraz powiedzieć fragment, skupiając się bardziej na intencji niż intonacji głosu, "jak mówię, że nie, to nie", tak jakby pani miała na myśli "jak mówię że nie, to tak"

Ok.

Potem miałam zaśpiewać piosenkę ludową ("W moim ogródeczku"). Po pierwszej zwrotce mi przerwali i podziękowali. Nie byłam do końca zadowolona, bo głos mi zadrżał, ale miałam tak ściśnięte gardło, że wcale się nie dziwię. Z resztą nikt mnie już nie słuchał, bo wszyscy zaczęli sobie coś notować. Podziękowali mi i wyszłam.


Z racji tego, że wchodziłam, jako jedna z ostatnich osób, a ogłoszenie wyników było niedługo po ostatnim kandydacie, nie musiałam długo czekać. Nagle zrobił się hałas, wyszłam z sali dla oczekujących i zobaczyłam tłum ludzi kłębiących się przy jednej z gablotek. Sprawdzałam trzy razy, ale mojego nazwiska nie było na liście osób oczekiwanych w drugim etapie. 


Ale nie zrobiło to mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Trudno. Pierwsze koty za płoty. To był pierwszy egzamin, jeszcze trzy były przede mną, a Łódź i tak mnie nie urzekła. Odebrałam papiery z Dziekanatu i ruszyłam w dalszą drogę.

Gratuluję i dziękuję tym, którzy przeczytali całość. Mam nadzieję, że się nie nudziliście i wrócicie na kolejną część relacji z mojej Wielkiej Podróży :)

Następny etap podróży i egzamin w Warszawie już w środę w nocy będą na blogu :)

4 komentarze:

  1. Gosiu,
    jak to się świetnie czyta :) Gratuluje Ci wytrwałości w dążeniu do celu, bo czuć, że wkładasz w to wszystko wiele pracy i pasji <3 Mam nadzieję, że rezultaty będą zadowalające. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że do zobaczenia w niedalekiej przyszłości ( oby na kolejnych warsztatch teatralnych - skrycie na to licze ;) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo! :*
      Teraz, jak jednak zostałam na miejscu, na pewno coś się wydarzy :))

      Usuń
  2. Świetnie skonstruowana notka! Po przeczytaniu, mam wrażenie jakbym była tam razem z Tobą ;). A te rysunki z Twojego notesu - przeurocze :D

    OdpowiedzUsuń