poniedziałek, 11 września 2017

Bardzo łatwy sernik

Dzień doberek!

Już dawno blog przestał być jedynie o zdrowym odżywianiu i aktywności fizycznej, więc myślę, że nikogo nie zdziwi ten przepis. Nie jest "fit", ale jest bardzo łatwy w przygotowaniu, a sernik wychodzi pyszny <3.

Przepis mam od blogerki nissiax83 - podaję link do jej filmiku (klik). Możliwe, że po drodze trochę się zmodyfikował ;).



Składniki:

  • 1 kg twarogu mielonego
  • 4 jajka
  • 1 kostka margaryny (np. Kasia)
  • 1 szklanka cukru
  • 1/3 szklanki mleka
  • 2 budynie waniliowe lub śmietankowe
  • paczka herbatników
  • 1 gorzka czekolada

Sposób przygotowania:
Margarynę i cukier roztopić w garnku. W międzyczasie pomieszać twaróg i jajka mikserem w misce. W oddzielnym naczyniu  rozmieszać budynie w mleku (bez podgrzewania). Po rozpuszczeniu cukru mieszać wszystko w garnku i gotować na małym ogniu przez ok. 10 minut.


Wysmarować blachę papierkiem po margarynie, wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć cały spód herbatnikami. Zalać ostudzoną masą (im bardziej ją ostudzimy, tym będzie gęstsza i podczas nakładania na herbatniki nie będzie ich podnosić do góry). Na wierzch masa, herbatniki, masa i ponownie herbatniki. Odstawiamy do całkowitego stężenia - najlepiej w chłodne miejsce - na 1-2 godziny. 


Przed podaniem polecam polać ciasto polewą lub rozpuszczoną gorzką czekoladą z odrobiną śmietany (dzięki dodaniu śmietany, polewa nie będzie tak twarda i łatwiej będzie kroić ciasto.

Polecam - to naprawdę łatwy przepis. W sam raz na moje umiejętności :D

Smacznego! :*





środa, 30 sierpnia 2017

Krystyna Janda - wywiad rzeka (książka)

Dzień doberek!

Dzisiaj mam dla Was kolejną ciekawą propozycję aktorskiej autobiografii – wywiadu (kolejnej, po Barbarze Krafftównej – klik), którą sprawiłam sobie na Święta Bożego Narodzenia i w końcu udało mi się ją przeczytać. Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” to książka bardzo ciekawa i wciągająca, ale posiadająca niestety kilka wad.

Jak już wspominałam, była to druga z dwóch książek, które sobie sprawiłam w tym samym okresie i siłą rzeczy, same cisną mi się na usta i do głowy porównania. Porównania samej książki oraz postaci w niej opisywanej, czy też wypowiadającej się. Pani Barbara Krafftówna jest niezmiernie skromną osobą, natomiast Krystyna Janda jest egocentryczna, czuje się gwiazdą i nie sprawia jej problemów opowiadanie o swoich zaletach (mam nadzieję, że rozumiecie iż na potrzeby publikacji użyłam w tym miejscu kilku eufemizmów). Więc charakter „głównego bohatera” tej książki drażnił mnie przez całą lekturę, jednak niesamowite wydarzenia, osoby, filmy i spektakle, o których opowiada Janda sprawiły, że nie raz przepadałam i „budziłam się” po kilkudziesięciu stronach.

Janda pracowała z największymi. Od reżyserów: Hubnera, przez Wajdę (którego ulubioną aktorką była), po aktorów Stuhra, Gajosa i Kondrata. To tylko kilka z wielu, wielu wielkich nazwisk, które przewijają się w tej książce. Opowiadania o czasie spędzonym z Agnieszką Osiecką – niesamowite. Wspomnienia z planów wielu filmów Wajdy – bardzo ciekawe. Doświadczenie pracy nad inscenizacją autobiografii Danuty Wałęsy – wzruszające i interesujące. Czego by nie mówić o Jandzie, to trzeba przyznać, że była i nadal jest jedną z topowych polskich aktorek i pracowała w najlepszych teatrach, z najlepszymi reżyserami i aktorami, widziała wiele, grała w wielu miejscach na świecie i ma ogromne doświadczenie w swoim zawodzie.

To mnie bardzo wciągało – każda anegdotka z planu, śmieszna sytuacja związana z kolejnym znanym nazwiskiem, czy triki stosowane na scenach teatralnych. Dużo jest też charakterystyki zawodu aktora – od szkoły teatralnej przez debiut, filmy, wyjazdy, teatr telewizji po założenie dwóch teatrów prywatnych działających głównie dzięki przychodom Fundacji Krystyny Jandy na rzecz kultury. Szalenie ciekawe było śledzenie we wspomnieniach Jandy kolejnych zmagań przy przebudowach i remontach teatrów, obserwowanie jej pracy, zakresu obowiązków i stosunku do pracowników.

Szczególnie poruszającą częścią książki jest ta poświęcona związkowi Krystyna Jandy i Edwarda Kłosińskiego, który zmarł przez nowotwór (ten moment też jest w książce opisany – mocny i bardzo prawdziwy). Kłosiński, jak wynika ze wspomnień Jandy, był mężczyzną godnym naśladowania, oddanym swojej pracy, zakochanym w żonie na zabój, troskliwym i niesamowicie mądrym. Odpowiadał na wszystkie jej pytania, pomagał w tworzeniu teatrów, a na planie traktował ze specjalną atencją.

Jest jeszcze jeden mankament, którego dopatrzyłam się w tej książce – jest ona odrobinę chaotyczna. Ogólnie panie Montgomery i Janda, starają się omawiać wydarzenia chronologicznie, ale czasem przeskakują na układanie anegdotek tematycznie i wtedy poszczególne wydarzenia nie układają się już tak łatwo w jakiś logiczny ciąg. Oprócz tego w książce występuje mnóstwo cytatów – z gazet, wywiadów, recenzji, ale także z forum i bloga samej Jandy. Czasem są wtrąceniem, czasem dopowiedzeniem, a czasem całkowicie zaburzają logiczny ciąg. Niestety także chęć, jak mam wrażenie, wstawienia do książki jak najbardziej różnorodnych zdjęć, psuje efekt eleganckiej, prostej szaty graficznej, gdyż fotografie są czasami słabej jakości, a wstawione wywiady po prostu nie wyglądają dobrze. Estetę kole to w oczy.

Na koniec – śmietanka. Opinia Jandy o współczesnym teatrze, o twórcach awangardowych, nagości w teatrze i tematach poruszanych w nowych spektaklach. Pod tym mogłabym się podpisać „ręcami i nogami”! Jeśli kogoś nie zachęciły wyżej wymienione przeze mnie atuty książki lub zniechęciły jej słabe strony to warto chwycić ją w rękę w księgarni i przeczytać strony od 512 do 519. Najbardziej podoba mi się cytat z artykułu Ludzie! Kochajcie swoje dzieci, bo wyrosną na reżyserów z magazynu „Uroda” (nr 1 z 1999 roku): „Ludzie całego świata! Kochajcie swoje dzieci! Bo wyrosną z nich nie tylko mordercy i ludzie bez serc, ale także awangardowi reżyserzy,  i będziemy musieli oglądać ich filmy” . Zrozumie ten, kto trafił kiedyś na „ambitny” spektakl, lub obejrzał jeden z „dobrych, offowych” filmów.



Mimo wszystko, książkę polecam. Trzeba się przygotować na dużą dozę samozachwytu, ale także sporą dawkę fantastycznych anegdotek, historii i głębokich przemyśleń o życiu, teatrze, filmie i aktorstwie.

sobota, 26 sierpnia 2017

Teatr, numer 7-8/2017

Dzień doberek!

Dzisiaj chciałam Wam polecić ostatni numer magazynu Teatr, który jeszcze do końca sierpnia jest
dostępny w sprzedaży.

Ten numer jest o tyle wyjątkowy, że w dużej części jest poświęcony szkołom teatralnym – ich
absolwentom, uczniom, kandydatom i problemom poszczególnych wydziałów.

Okładkowy artykuł to wywiad z siedmioma absolwentami szkół teatralnych w Polsce - osobami po
Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Białymstoku i Łodzi. Każdy z nich opowiada o swoich przeżyciach z okresu studiów – o profesorach, zajęciach i przede wszystkim atmosferze wspólnoty. Każdy mówi też co aktualnie robi, co chciałby zmienić i gdzie widzi się w przyszłości. Ciekawie jest poznać kilka całkowicie różnych pomysłów na siebie po ukończeniu tego samego kierunku studiów.

Kolejne tematy to Festiwal Szkół Teatralnych, dyplomy i artykuł o perspektywach dla absolwentów szkół teatralnych. Wydział wysokiego ryzyka to tekst poświęcony charakterystyce wydziału lalkarskiego w Białymstoku, a właściwie przyszłości jego studentów oraz nastawieniu środowiska teatralnego do spektakli lalkowych.

Jest też wywiad z Marianem Opanią oraz artykuł o komponowaniu muzyki do spektakli teatralnych. Po serii recenzji (w tym Wesela w reżyserii Jana Klaty) przychodzi czas na artykuł o festiwalach teatru tańca, a na koniec dowiadujemy się o kilku ciekawych pozycjach książkowych, m.in. Seksmisja i inne moje misje Olgierda Łukaszewicza i Tomasza Miłkowskiego.

Myślę, że numer jest szczególnie wart uwagi dla osób, które z aktorstwem wiążą swoją przyszłość lub po prostu kręci je ta tematyka. Jeśli w tym momencie pojawia się w Waszych głowach pytanie: a co to za gazeta? gdzie to dostać?, to spieszę z odpowiedzią. Teatr można dostać np. w Empikach i kosztuje 20 zł.

Miłej lektury! :)

PS: Jeśli kogoś interesuje, jak wygląda moja przygoda ze szkołą teatralną, to informuję, że niestety znowu się nie udało. Ugrzęzłam w tym samym momencie egzaminów we wszystkich czterech szkołach, więc nie będę wszystkiego na nowo opisywać. Póki co wracam na Wiedzę o teatrze, chcę napisać licencjat i wtedy zobaczymy. COŚ też powstaje - podzielę się niedługo :*

piątek, 4 sierpnia 2017

Zupa brokułowa

W słoiczku na zdjęciu jest samorobna kostka rosołowa.
Można oczywiście użyć "kupnej" ;)



Dzień doberek!

Dzisiaj przedstawiam Wam przepis na moją ulubioną zupę - krem z brokułów. Znalazłam go kiedyś w internetach, trochę go zmodyfikowałam i teraz dość często używam (niestety tylko, kiedy jestem w domu, bo potrzeba do niego blendera, którego w mieszkaniu brak :( ).






Składniki (na ok. 4-5 porcji):
- 2 opakowania mrożonych brokułów lub dwa brokuły
- 2 kostki rosołowe
- 1 cebula
- 1 por
- 1 ząbek czosnku
- ser (najlepiej Edamski)
- dwie kromki chleba

Sposób przygotowania:
1. Jeśli korzystamy ze świeżych brokułów, należy je opłukać zimną wodą, a następnie oddzielić same różyczki. Włożyć brokuły do garnka i zalać wodą. Nie muszą być całkiem przykryte, wystarczy zalać je do połowy. Dodać kostki rosołowe.

2. Por i cebulę drobno pokroić i podsmażyć na patelni razem z rozdrobnionym ząbkiem czosnku.





3. Kiedy brokuły już zmiękną dodać do nich zwartość patelni, a następnie zmiksować blenderem.

4. Odparować (podgrzewać na małym ogniu, ciągle mieszając). Jest to proces długotrwały, dlatego im mniej wody dodamy na początku tym lepiej. Wody nie można wylewać, bo znajduje się w niej cały aromat zupy. Jeśli mamy Thermomix, polecam wstawić na ok. 20 minut - Varoma - obroty 2,5.


5. Jeśli zupa będzie za mało słona (a może być, bo ja soli używam bardzo mało), można w tym momencie dodać soli lub Maggi.

6. Posypać starkowanym serem oraz dodać przygotowane na patelni grzaneczki z chleba.






Nie jest to przepis turbołatwy, jak większość, z któych korzystam, ale nie jest też trudny. Jeśli brokuły się rozgotują - trudno i tak je blendujemy ;) Ogólnie: trudno coś zepsuć. I o to chodzi! :D

Smacznego!

piątek, 16 czerwca 2017

Kiedy zauważam, że chyba jestem już dorosła?

Dzień doberek!

Dzisiaj notka bardziej "przemyśleniowa", ale z przymrużeniem oka.

W październiku wyprowadziłam się z domu, mieszkam sama i o wszystkie sprawy muszę zadbać sama. Kupuję jedzenie tylko dla siebie - jak kupię za dużo, to się zepsuje i muszę wyrzucić. Jak nie kupię nic to chodzę głodna i inne tego typu sprawy. Czasem mam takie chwile, kiedy myślę sobie „Serio? Jesteś aż tak stara, że….

#1 …kupujesz kostki do kibla?”
Podczas jednego z weekendów w domu, tata wysłał mnie do Rossmana po jedzonko dla naszego piesa. Wiedząc, że jego córka nie potrafi(ła) wyjść z drogerii bez pełnego koszyka zbędnych kosmetyków, dofinansował trochę moją wyprawę. Po moim powrocie do domu, spytał: 
- I co tam, Gosieńko? Co cię tym razem zaatakowało?
- No… Kupiłam sobie coś do mieszkania
- Tak? Co?
- No… Kostki do kibla były na promocji…

#2 …chcesz kapsułki do prania?”
Kolejna anegdotka również jest związana z Rossmanem. Przed wyprowadzką, potrafiłam tam wydać wszystkie moje oszczędności. W środku tygodnia dzwoni mama:
- Gośka, chcesz coś z Rossmana, bo akurat jestem?
- Mmmm... Kup mi, mamo kapsułki do prania.
-… A nie chcesz jakiś lakierów? Są teraz superpromocje.
- Nie, mamo. Kapsułki wystarczą.

#3 …cieszysz się z czystej kabiny?”
A właściwie z wolnego czasu, żeby ją wyczyścić. Niedawno znowu się przeziębiłam, przez co nie mogłam pójść na zajęcia ze śpiewu. Co za tym idzie, dostałam od losu jedno WOLNE popołudnie! Co zrobiłam, jako dorosła, rozsądna Małgorzata? Zrobiłam pranie, zmyłam naczynia, sprzątnęłam kuchnię, podlałam kwiaty i wyczyściłam brodzik pod prysznicem, a co jest najgorsze? Że ja autentycznie się z tego cieszyłam.


Wiem, że dla osób posiadających już rodziny i zajmujących się domem na co dzień, ten post pewnie nie ma większego sensu, ale mieszkając do niedawna z rodzicami, nie miałam pojęcia, na przykład ile kosztuje proszek do prania, jak długo przyrządza się pierś z kurczaka, ani nie miałam nawyku sprawdzania skrzynki pocztowej, czy wyrzucania śmieci, bo w domu tym wszystkim zajmował się ktoś inny. Teraz już wiem. Masakra xD


PS: Jestem już po pierwszym egzaminie (w Warszawie) i w tym roku też nie chcieli mnie zobaczyć w drugim etapie. No trudno. W niedzielę znowu wybywam z domu i w poniedziałek walczę o swoje w Krakowie ;) Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Pizza z patelni!

Dzień doberek!

To danie to u mnie ostatnio HIT! Może dlatego, że
1) To pizza, a ja pizzę uwielbiam
2) Jest idiotoodporna w przygotowaniu, czyli dla mnie
3)  Nie wymaga użycia piekarnika, którego nie mam

Wszyscy moi znajomi doskonale wiedzą, że co chwilę ją robię i gorąco polecam. Jak ją przygotować? Będziemy potrzebować:

- 130 g mąki
- 4 łyżki oleju
- 4 łyżki ciepłej wody
- 0,5 łyżeczki soli
- łyżeczka bazylii
- ser i inne dodatki

Do mąki dodać bazylię i wygnieść z dodatkiem oleju i wody. Rozgrzać patelnię w odrobiną tłuszczu. Ciasto rozwałkować (nie za cienko) i położyć na patelni. Podgrzewać około 4 minut (ciasto od spodu musi być całkowicie przypieczone), następnie odwrócić. Posmarować wierzch ketchupem (lub innym sosiwem), przystroić wg uznania (ja zawsze daję cebulę, szyneczkę/salami i paprykę. Dodać starkowanego sera i przykryć. Po tym, jak ser się roztopi (ok. 4 minut), pizza jest już gotowa. Proponuję zrobić do tego sos czosnkowy (jogurt naturalny, szczypta soli, ząbek czosnku, zioła prowansalskie).


Smacznego! :*

niedziela, 28 maja 2017

Co tam z egzaminami?

Dzień doberek!


No jak to, co? Podchodzę! Co więcej: mam już wszystkie teksty (oprócz jednego) i wysłałam pierwszą teczkę. Wszystko jest na dobrej drodze :)

Znowu podchodzę do egzaminów we wszystkich szkołach państwowych, a więc: Łódź, Warszawa, Wrocław i Kraków. Zobaczymy, jak mi pójdzie. Mam za sobą cały, kolejny rok pracy w Gdańskiej Szkole Artystycznej. Chodziłam na teatr i akrobatykę. Miałam też indywidualne zajęcia ze śpiewu. W dodatku: ja już tam byłam, a zjawią się całe tłumy ludzi, dla których to będzie pierwszy raz :P Jestem ciekawa, jak to będzie w tym roku. 

Zmieniły się wymagania odnośnie tekstów. W Krakowie chcą znacznie mniej, niż w zeszłym roku, ale doprecyzowali też, jakich fragmentów prozy oczekują, więc w rezultacie, zamiast 16 tekstów, przygotowuję 17. A dokładniej:

- 3 wiersze klasyczne (renesans, romantyzm, 20-lecie)
- 3 wiersze współczesne
- proza staropolska
- proza XIX wieku
- dwie prozy XX wieku (brakuje mi jednej, ma ktoś jakiś pomysł? proooszęęę!)
- proza XXI wieku
- monolog ze światowej sztuki klasycznej wierszem
- monolog z polskiej sztuki klasycznej wierszem
-  4 piosenki (w tym jedna ludowa)

Nie wiem jeszcze, czy będę pisała podsumowanie po egzaminach tak, jak w zeszłym roku. Jeśli znowu odrzucą mnie na pierwszym etapie to pewnie nie. Ale jeśli uda mi się zajść gdzieś dalej…. ;)


Miłego wieczoru! :*

PS: Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o moich zeszłorocznych zmaganiach, to zapraszam: Łódź (klik), Warszawa (klik), Kraków (klik), Wrocław (klik) :))